14 maja 2020, 08:00
Siedem pytań: Krystyna Włodarczyk, nauczycielka i autorka, która uwielbia gotować z niczego
Autorka książki „Bajki dla Ali”. Obecnie pracuje nad powieścią dla dorosłych opartą na własnym życiorysie. Jest nauczycielką w Polskiej Szkole Sobotniej im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego, wcześniej wykonywała ten zawód w Polsce (była też dyrektorką w kilku placówkach) i w Anglii, gdzie pracowała w prywatnym przedszkolu. Pochodzi z Bielawy, ukończyła Wyższą Szkołę Pedagogiki Specjalnej w Warszawie. Od 2002 roku mieszka w Londynie, znak zodiaku – Rak.

 

 

Życiowe motto…

„Nic nie dzieje się bez przyczyny, nawet zły los czasami jest opatrznością”. Nigdy nie wpadałam w panikę w trudnych chwilach – owszem, na początku nie było to łatwe, jednak ćwiczenia czynią mistrza. Nie zapomnę sytuacji, kiedy sprzed marketu ukradziono mi nowego Tico. W pierwszym momencie straciłam grunt pod nogami, bo bez samochodu nie mogłam normalnie funkcjonować. Dojeżdżałam do dwóch prac, miałam dwa domy pod opieką, czwórkę dzieci i chorego męża, który leżał w szpitalu. Wybawieniem okazali się przyjaciele, którzy przyjechali po mnie, a następnego dnia przed domem stał używany maluch, którego mi kupili.

 

Miasto…

Moja rodzinna Bielawa. Z sentymentem wspominam wyprawy w Góry Sowie, piękne piosenki śpiewane przez osiedleńców z Grecji (znana piosenkarka Eleni skończyła tam szkołę podstawową), wspólne ogniska oraz zabawy w gronie rówieśników. Życie było łatwe i beztroskie, a dom i ogród mojej ukochanej babci azylem radości oraz miłości.

 

Potrawa…

Potrafię przygotować coś z niczego. Zawsze mam zapasy w lodówce, więc niespodziewanym gościom mogę podać fajne jedzonko, na przykład rybę po grecku, trochę inną niż w oryginale, bo do jej przyrządzenia potrzebne są tylko jabłka, cebula, olej oraz koncentrat pomidorowy.

Kilka lat temu założyłam się, że w ciągu godziny przygotuję od podstaw obiad z trzech dań plus deser. Uwijałam się jak fryga, ale udało się. Zupa jarzynowa, filet z kurczaka z ryżem, do tego sałatka z czerwonych buraków, kiszonego ogórka i cebuli, a wszytko okraszone sałatką owocową pojawiło się na stole w określonym czasie.

 

Samochód…

Miałam dwa Fiaty 126 p, Tico i Matiza. Moim ukochanym autem był „Belfegor” (pomysł na nazwanie go tak zaczerpnęłam z francuskiego serialu kryminalnego). Ten biały maluch zawsze jak się psuł to przed domem, kiedy miał jakąś „misję” do spełnienia, za to w drodze powrotnej nigdy mu się to nie zdarzało. Czasami jednak potrafił pokazać rogi i wtedy najlepszą radą na jego humorki, kiedy na przykład nie mogłam wrzucić jedynki czy zacięły się drzwi, było zdanie: „Belfegor – bo cię sprzedam”. Natychmiast działało.

 

Mężczyzna…

Mój tata Ignacy. Był zapracowanym człowiekiem, a jednocześnie zawsze potrafił znaleźć czas dla swoich trzech córek. Wspaniały, pełen radości mężczyzna, który nauczył mnie ważnych rzeczy: empatii, dobroci, zrozumienia, szacunku dla drugiej osoby. A także wielu życiowych mądrości. Chociażby tej, że jeśli pojawią się w domu niespodziewani goście, to nie biegnijmy do sąsiadów żeby coś pożyczyć, a zaserwujmy im to, co jest pod ręką. Kiedyś się sprawdziło, usmażyłam cebulę, którą wszyscy połykali jak przysmak z Hotelu Ritz.

 

Sport…

Oglądam wszystko co biega, skacze, ściga się. Z tego powodu zainstalowałam polską telewizję, gdyż do furii doprowadzało mnie śledzenie skoków narciarskich na laptopie. Frunie Kamil Stoch i nagle… zawisł, a ja nie wiedziałam co i jak. Poza tym chadzam na siłownię – trochę dla poprawienia kondycji mojego operowanego kolana, a także dla relaksu.

 

Co mnie denerwuje…

Ludzka głupota, chęć pokazania dominacji, brak kreatywności, bezradność. Nie akceptuję stwierdzeń typu: „ja tego nie potrafię” czy „ja tego nie lubię”. Co prawda z wiekiem stałam się bardziej tolerancyjna i mogę przymrużyć oko na wiele spraw, ale niektóre zachowania działają na mnie jak płachta na byka…

 

Piotr Gulbicki

Przeczytaj też

Udostępnij

About Author

Piotr Gulbicki

komentarze (0)

_