19 kwietnia 2020, 13:00
Polska na rozdrożu
W czasie największego powojennego kryzysu wywołanego pandemią koronavirusa Polska stoi na rozdrożu. Czy dołącza do państw zaliczających się jako nowoczesnych państw demokratycznych czy będzie raczej tym co Kabaret Moralnego Niepokoju nazywa „republiką bananową”?

 

Trzeba przyznać, że w obliczu epidemii rząd polski zareagował wcześniej niż np. Włochy, Francja czy Wielka Brytania. Polska, tak jak Dania, zamknęła granice 15 marca, gdy zarejestrowano 205 potwierdzonych zakażeń i zaledwie pięć zgonów. Już wcześniej zamknięto szkoły, a niedługo potem obiekty sportowe, bary, restauracje; wprowadzono też ograniczenia w uczęszczaniu na mszach w kościołach. Niebawem przepisy zaostrzono i wprowadzono zakaz poruszania się poza domem dla celów rekreacyjnych i ograniczono ilość miejsc dozwolonej pracy. Tak jak w innych państwach pozamykano fabryki, muzea i galerie handlowe, ale również parki narodowe i cmentarze. 60% Polaków spodziewa się utraty pracy. Obecnie Polska odnotowała 7408 zakarzeń, w tym 268 śmiertelnych (dane z dn. 15 kwietnia). To wysoka i tragiczna liczba, ale nie tak wysoka, jak w innych krajach sąsiednich.

Choć społeczeństwo polskie, jak i w innych państwach sąsiednich, reagowało ze zrozumieniem na potrzebę wprowadzenia społecznego dystansu, to jednak pewne przepisy zaczęły budzić niesmak. Za spacer wzdłuż rzeki lub wypad do lasu grożą wysokie kary. Policja chwaliła się tym, że np. w ostatnią niedzielę sprawdziła ponad 125 tys. osób na kwarantannie, a w ok. 285 przypadkach wymierzyła grzywny, czasem wynoszące przeszło 1000 złotych. Okazuje się, że na Wielkanoc wystawiono 1004 mandaty za nieprzestrzeganie przepisów kwarantanny, a w 514 przypadkach skierowano wnioski do sądu. Pracownicy Sanepidu i lekarze zajmujący się chorymi na koronawirusa dostali z Ministerstwa Zdrowia zakaz wypowiadania się w mediach.

Wyczuwa się, że w kontraście do rządu brytyjskiego, który darzy społeczeństwo dużą dozą zaufania w wykonaniu poleceń rządowych, tendecją poszczególnych, ale nie wszystkich, lokalnych władz w Polsce jest zastraszenie czy wykazywanie nadgorliwości w uszanowaniu przepisów. W mediach społecznościowych pojawiają się gorące apele doktorów i pielęgniarek o zaległościach w testach na obecność wirusa, braku ochronnych masek i respiratorów.Te obawy nie trafiają do mediów publicznych, w których pokazywane są głównie konferencje prasowe ministrów zapowiadających postępy w zwalczaniu choroby.

Pod koniec marca, wzorem innych państw, Sejm uchawlił tzw. tarczę antykryzysową, w ramach której 212 miliardów złotych z budżetu państwa przeznaczono na wsparcie dla przedsiębiorców, aby uniknąć masowego zwalniania pracowników, złagodzić spłacanie długów i zachować płynność finansową. Ten zastrzyk był konieczny. Co prawda Senat, pod kierownictwem partii opozycyjnych, proponował pakiet pomocy bardziej hojny i bezpośredni, ale niemal wszystkie ich poprawki do oryginalnego pakietu rządowego odrzucono praktycznie bez żadnej dyskusji w jednym głosowaniu.

Pod osłoną tej tarczy wprowadzono też kluczowe zmiany w kodeksie wyborczym, czyli przeprowadzenie wyborów drogą korespondencyjną. Oficjalnym uzasadnieniem miała być rzekoma konieczność poddania się wymogom przepisów antywirusowych. Ironia leży w tym, że przez ostatnie lata rzecznicy PiSu właśnie potępiali głosowanie korespondencyjne jako łatwe do sfałszowania. Obóz rządzący tym samym odrzucał wszelką możliwość odkładania terminu wyborów na późniejszy termin, kiedy wyborcom nie groziłaby już szalejąca epidemia. Dominuje przeświadczenie, że nawet gdyby to posunięcie potępiłaby nie tylko opozycja w kraju, ale i szeroka opinia światowa, to wybory muszą się odbyć. Prezes Kaczyński jest przekonany, że 10 maja jego kandydat ma szansę wygrać wybory, a w późniejszym terminie jest to wątpliwe. Przykłady z zagranicy nie obchodzą go. Wybory samorządowe w Wielkiej Brytanii, które miały odbyć się 7 maja odroczono. Głosowanie amerykańskich demokratów na konwencji narodowej w celu wyłonienia kandydata na prezydenta odłożono na późniejszy termin. Nawet prezydent Putin przełożył referendum o zmianie konstytucji rosyjskiej. Tak wskazywał rozsądek i poczucie odpowiedzialności wobec własnych wyborców. Ale rząd ma inne priorytety. Wirus czy nie wirus, PiS musi zachować władzę.

Ostatecznie postawiono na rozwiązanie, aby głosować korespondencyjnie, a odpowiedzialność za logistykę wyborów spada nie na lokalne komisje wyborcze stworzone przez samorządy, ale na pracowników Poczty Polskiej.

Projekt jest niezgodny z konstytucją. Istotne zmiany w prawie wyborczym mogą być czynione nie później niż sześć miesięcy przed wyborami. Sytuacja konstytucyjna w Polsce jest już wystarczająco kontrowersyjna ze względu na konfliktowe kompetencje niezależnego Sądu Najwyższego i opanowanych przez rząd instytucji jak Trybunał Konstytucyjny, Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego i Krajowa Rada Sądownictwa.

Unia Europejska też reaguje. „Niepokoję się o wolne i uczciwe wybory i jakość głosowania, o legalność i konstytucyjność takich wyborów…. Głosowanie korespondencyjne to wielka zmiana i taka metoda będzie zastosowana po raz pierwszy, ludzie nie są przyzwyczajeni” – mówiła Vera Jourova z Komisji Europejskiej w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.

Komisja jeszcze nie grozi sankcjami. A sankcje mogłyby tu mieć skutki gospodarcze, ale przede wszystkiem konstytucyjne. Państwa unijne mogłyby po prostu nie uszanować wyniku wyborów. Byłaby sytuacja porównowalna do Wenezueli gdzie rząd Maduro ma władzę „de facto”, ale w oczach większości państw, nie „de iure”. Bojkot w Europie urzędu Prezydenta Polski byłby wyjątkowo dla Polski szkodliwy. W końcu Polska potrzebuje sojuszników.

Sprawa terminu wyborów podważyła dotychczasową próbę zawieszenia broni w imieniu wspólnej walki przeciwwirusowi. Zawsze poważny i głęboko szanowany bezpartyjny Klub Jagielloński nazwał obecne igranie z terminem wyborów „gorzej niż psuciem państwa – to polityczna bandyterka”. Apel Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, głównej kandydatki opozycji, aby bojkotowaćwybory był już głosem rozpaczy. Lewica natomiast prze naprzód do wyborów.

PiS liczy jednak na to, że obecna popularność rządu w walce z koronawirusem podważy emocjonalne protesty wzgardonej opozycji. Ten konflikt odpowiada starej gwardii PiS-owskiej, choć niekoniecznie jest na rękę premierowi Morawieckiemu starającemu się opanować groźbę zarazy.

W ostatnim tygodniu prezes Kaczyński nie uszanował przepisów antywirusowych własnego rządu. W rocznicę tragedii smoleńskiej wraz z z premierem, marszałkiem Sejmu i resztą świty, wystąpił oficjalnie bez masek i innych środków bezpieczeństwa na Placu Piłsudskiego, a potem, ponownie wbrew przepisom, zajechał na cmentarz, aby złożyć kwiaty na grobie swojej matki. Nielepszy przykład daje prezydent Duda, jeżdżąc po kraju, spotykając się z wyborcami, podając im gołą nieochronioną dłoń na przywitanie. Obecnie PiS wykorzystuje kryzys, aby przeprowadzić przez Sejm kontrowersyjne ustawy o całkowitym zakazie aborcji i edukacji seksualnej w szkołach czy umożliwieniu polowań z udziałem dzieci.

Prezes Kaczyński gotów jest łamać wszelkie przepisy, aby osiągnąć swój cel. Sytuacja w Sejmie z 27 marca w związku z tarczą antykryzysową przypominała udany zamach Piłsudskiego i jego pułkowników w przegłosowaniu konstytucji kwietniowej, gdy pogardzana przez nich opozycja zbojkotowała obrady sejmowe. Możliwe też, że prezes czeka na prawne rozwiązanie konfliktu przez orzeczenie Sądu Najwyższego o ważności wyborów, po rychłej zmianie na stanowisku pierwszego prezesa tego sądu.

Według ostatnich sondaży 77% społeczeństwa jest za odłożeniem terminu wyborów. Tymi manewrami wyborczymi PiS może podważyć zaufanie społeczeństwa również do obecnych ciężkich, ale koniecznych zabiegów w walce z zakażeniem, które tylko mogą być skuteczne, jeżeli większość społeczeństwa ma do władz zaufanie.

Dlatego obawiam się, że przez swój upór prezes Kaczyński i jego najbliżsi „pułkownicy” mogą doprowadzić do katastrofy ustrojowej i żywiołowej. Mogłoby to oznaczać cywilizacyjne cofnięcie się Polski do szeregu krajów, gdzie utrzymanie władzy, a nie dobro społeczeństwa, staje się głównym motorem wszelkiej działalności politycznej.

 

Wiktor Moszczyński

Przeczytaj też

Udostępnij

About Author

Wiktor Moszczyński

komentarze (0)

_