18 kwietnia 2020, 08:00
Felieton Kisiela: Podróż dookoła stołu
Motto: „Nie możemy się w domu dogadać, gdzie w tym roku spędzamy wakacje: w sypialni czy w salonie”

Na początek zastrzeżenie. Nie nabijam się w trudnych czasach, nie żartuję z tych, którym doskwiera przymusowa samotność w czasie kwarantanny, ani z tych, którym doskwiera przymusowe towarzystwo w czasie równie przymusowego zamknięcia w domu. Wszyscy dostajemy w kość od tej cholernej zarazy. Ale to nie znaczy, że mamy ją spędzić na smutno. I jeszcze jedno. Piszę dziś o podróżach jako sposobie na trudny czas. W żadnym wypadku te podróże nie dadzą się porównać do podróży naszych rodziców czy dziadków, którzy – wbrew swojej woli – przemierzali w czasie II wojny światowej tereny Europy. Myślę o zesłańcach deportowanych przez Sowietów na Syberię, do Kazachstanu i za koło podbiegunowe. Myślę o uciekinierach poszukujących spokojnej przystani z dala od głodu, strachu i przemocy. Myślę o żołnierzach generała Andersa, którzy w tamtej wojnie pokonali chyba najdłuższą drogę do Polski. A wielu z nich i tak tu nie dotarło. Nasze podróże w czasie pandemii to jest nic wobec tamtych wędrówek ludu.

Bez względu na to, gdzie nas dopadła zaraza, musimy ją przeczekać. Mogą to być sypialnia albo salon zaczerpnięte z dzisiejszego motta. Ale możliwości są dużo większe i, po raz pierwszy odkąd pamiętam, nie zależą od stanu naszego konta bankowego. Miłośnicy dalekich podróży wreszcie mogą w tym roku odwiedzić ciepłe kraje. Wystarczy na domowej drukarce wyprodukować bilet do Ameryki Środkowej. Nie szkodzi, że większość naszych ulubionych linii lotniczych zawiesiła działalność. Bahamy, Wyspy Dziewicze i Bermudy czekają na nas. To przecież dziesięć kroków w linii prostej od naszej przymusowej kwarantanny. Siedzimy w kuchni, a cel naszej podróży jest po drugiej stronie, w dużym słonecznym pokoju. Ach jak tam miło. Prawie jak na plaży w Cancun w Meksyku. Dla najbardziej wymagających jest nawet stolik pod palmami. Cóż, palmę musi zastąpić stary parasol a pluszowy fotel będzie udawał, że jest rattanem. Piasku do domu radzę nie przynosić, bo jak minie pandemia to będzie trudno go zebrać ze szpar w podłodze. Musi nam wystarczyć wyobraźnia. Inny kierunek geograficzny i inne krajobrazy. Zawsze marzyłem, żeby trafić do tropikalnej dżungli. Co prawda miałem obawy, czy wytrzymam w tamtejszym klimacie, ale teraz jest okazja aby to wypróbować. Raz, dwa, trzy i startujemy do Azji. Na horyzoncie już widać dżunglę, w jej rolę wcieliła się kolekcja rodzinnych bonsai, uprawianych z taką pieczołowitością przez żonę, pasjonatkę roślin doniczkowych. Wreszcie, po tylu latach, mamy okazję do bliższego zapoznania się z gatunkami roślin obecnymi w naszym domu. Bez obawy, żaden boa dusiciel ani pająk ptasznik nas nie zaatakuje. Najwyżej żona wyładuje swoją złość za oberwane listki z tropikalnych drzew rosnących na parapecie w małym pokoju.

Co jeszcze można robić w czasie przymusowego odosobnienia w domu? Można – wbrew obawom – zawrzeć bliższą znajomość z naszą drugą połówką, z którą zamieszkujemy. Wiem, że to brzmi absurdalnie, a dla niektórych wręcz niebezpiecznie. Na początek więc proponuję kontakt wirtualny. Umawiamy się, kto gdzie będzie mieszkać, zakładamy sobie jakieś komunikatory internetowe i szukamy znajomych. Żona/dziewczyna/przyjaciółka/partnerka itd. – nazwa do wyboru – może być całkiem interesującym nowym znajomym.

Zaczynamy więc z nią rozmawiać, ale uwaga: tylko przez internet, bez kontaktów osobistych. Po kilku tygodniach może się okazać, że poznaliśmy całkiem fajną, nową osobę.

W niewielkich budynkach czy kamienicach można się umówić z sąsiadami – oczywiście zdalnie – na wspólne działania. Poznałem kiedyś wesołych lokatorów: na parterze po prawej mieszkała młoda wokalistka ze swoim chłopakiem muzykiem-menedżerem. Natomiast w mieszkaniu po lewej żył muzyk z orkiestry symfonicznej. Na piętrze zaś ulokowały się dziewczyny studiujące na jakiejś uczelni. W sam raz, żeby wystąpić w roli chórku. Taki układ lokatorsko-muzyczny zdarza się nieczęsto, ale warto popytać, poszukać. Może się uda i powstanie zespół sąsiedzko-podwórkowy? Kiedy minie zaraza, będzie szansa na karierę w show-biznesie.

 

Andrzej Kisiel

Przeczytaj też

Udostępnij

About Author

Andrzej Kisiel

komentarze (0)

_