26 października 2019, 09:05
Stanisław Baliński: Ostatni skamandryta

…odjazdy, odpływy, odloty, dogasania, pożegnania, ostatnie machnięcie chustką z prośbą o pamięć. A pamięć w takich chwilach brzmi jak melodia; jak ulubiona melodia, która czasem powraca. Nie wolno jej zgubić.

St. Baliński – Antrakty

Barbara Kaczmarowska Hamilton „Portret Stanisława Balińskiego”

W numerze 271 „Dziennika Polskiego” na pierwszej stronie powiadomiono czytelników: „W Londynie zmarł w niedzielę 11 listopada 1984 r. Stanisław Baliński, wybitny poeta, ostatni Skamandryta, członek Rady Powierników Polskiej Fundacji Kulturalnej, wieloletni redaktor Środy Literackiej w Dzienniku Polskim. Przeżył 85 lat”.

Inne pisma, polskie i angielskie natychmiast wiadomość tę podchwyciły, umieszczając na swoich łamach noty biograficzne poety, analizując jego twórczość, porównując go do innych…

„The Times” na przykład, nazywając Balińskiego poetą melancholikiem – oddalonym od Ziemi Ojczystej zwracał szczególną uwagę swojemu czytelnikowi na to, że Baliński przez 30 lat pisał z ogromnym talentem tygodniowe felietony poświęcone kulturze polskiej. Nie zawahał się przy tym dodać, że „ były one tak popularne wśród społeczeństwa polskiego w Wielkiej Brytanii jak Alistair’a Cooke’a
„Letter from Ameryka” (List z Ameryki ). Było to jedno z najpopularniejszych słuchowisk ostatnich lat.
Nic w tym dziwnego. Wystarczy sięgnąć do życiorysu poety, aby natychmiast przekonać się, że był on spadkobiercą wielkich tradycji pisarskich.

Urodzony 2 sierpnia 1899r. w Warszawie, syn poety Ignacego Balińskiego i Marii z Chomętowskich, już od wczesnego dzieciństwa spędzonego na Kresach, w Nowogródczyźnie, stykał się niemal każdego dnia z rodzinną tradycją literacką. Warto może tu nadmienić, że jego pradziadem był Jędrzej Śniadecki , a w kołach rodziny nie zabrakło i innych znanych nazwisk, chociażby takich jak: Antoni Edward Odyniec – pamiętnikarz, filomata, przyjaciel Mickiewicza.
Szkołę średnią ukończył Baliński w Warszawie i tu podjął studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim. Po dwóch latach zmienia kierunek studiów. Poświęca się całkowicie wykształceniu polonistycznemu, studiując równocześnie teorię
i kompozycję form muzycznych w konserwatorium warszawskim. Swój literacki start pod protektoratem Jana Lechonia, Jarosława Iwaszkiewicza i Antoniego Słonimskiego rozpoczyna w „Skamandrze” (Nr 7-9) w 1921r. Wkrótce potem zostaje przyjęty do Skamandryckiej Grupy. Debiutuje tomem nowel „Miasto Księżyców”, których uprzednie próby zamieszcza na łamach „Skamandra”. Mniej więcej, w tym samym czasie rozpoczyna poeta swoją wieloletnią pracę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Bez mała 23-letnia służba dyplomatyczna rozpoczęta podróżą do Brazylii przynosi mu funkcję attachè poselstwa w Teheranie, pracę wice-konsula w Charbinie, gdzie była duża kolonia polska . W Mandżurii i Chinach, kierownictwo referatu rumuńskiego w Centrali Ministerstwa Spraw Zagranicznych i wreszcie placówkę dyplomatyczną w Kopenhadze.

Rok 1939, w którym miał się ukazać tomik pt. „ Niepokój Świata”, zmusza Stanisława Balińskiego do opuszczenia kraju. Pierwszym jego przystankiem długiego pobytu na Obcej Ziemi jest Paryż. Pracuje tu w Ministerstwie Informacji i Dokumentacji. Nie przestaje pisać. Maria Danilewicz-Zielińska charakteryzując jego okres paryski w „Szkicach o Literaturze Emigracyjnej” napisze: „…. w zimie 1940r. wystąpili na zbiorowym wieczorze autorskim poeci, w większości Skamandryci. Na estradzie spotkali się debiutanci z wczesnych lat Niepodległości, rzadko występujący równocześnie w tak licznym zespole. Niektóre z recytowanych wówczas wierszy np: „Alarm” Słonimskiego i „Kolęda Warszawska 1939” Balińskiego zyskały popularność, której rozmiarów nie podobna przecenić. Były na ustach wszystkich, przepisywane i recytowane przy każdej okazji, przedrukowywane we wczesnych numerach pism podziemnych w obozowych wydawnictwach rumuńskich i węgierskich uchodźczych, a potem formującego się wojska. Zawarty w nich ładunek uczuciowy trafiał celnie. Były rezultatem spontanicznej reakcji ich autorów na wydarzenia wojenne. Formalnie były jednak dalszym ciągiem twórczości przedwojennej”.
W rok później Stanisław Baliński podejmuje pracę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Rządu Emigracyjnego w Londynie. Tu kontynuuje zaczętą twórczość wojenną. Staje się jednym z reprezentantów literatury wojennej.

Ogłasza nowe zbiory poezji: w 1941r. „Wielka podróż”, w 1942r. „Rzecz Sumienia”,
w 1943r. „Tamten Brzeg” i w 1945 r. „ Trzy poematy o Warszawie”. Zbiory te, wydane stosunkowo w krótkich odstępach czasu były odbiciem trudnych, wojennych sytuacji, chwytały za serca rzewnością i serdecznością uczucia, mówiły o nowej nadziei w najpiękniejszych słowach liryki patriotycznej . Dlatego jeden z krytyków napisze o „przedziwnej i urzekającej poetyczności „ wierszy Balińskiego i doda, że „sekret piękności jego wierszy widzi się w tym, „ że z poetyczności uczynił instrument muzycznego widzenia świata”.

Może dlatego wielu czytelników , wiersze te uważało za ulubione. A „ulubione wiersze”, jak powiedział Baliński, „umie się na pamięć. Jeżeli się ich na pamięć nie umie, przestają być ulubione”.

Do końca wojny pisarz pozostaje w Londynie. Po jej zakończeniu decyduje się pozostać nadal w stolicy Anglii. Od tej pory bierze czynny udział w życiu literackim polskiej emigracji. W 1948r. ukazują się w Londynie „Wiersze zebrane” (1927-1947), kończące właściwie okres skamandrycki Balińskiego. Po tym okresie poeta wydał już niewiele wierszy. Wyszły ich tylko trzy dalsze cykle: satyryczne „Pocztówki z Anglii”, „Album podróży” i polemika z poetami krajowymi; 13 wierszy zamieszczonych w Wiadomościach Literackich z 1954 roku. Dalszy okres twórczości Balińskiego stanowi głównie felietonistyka . O niej powie sam autor we wstępie do zbioru „ Antrakty” wydanego przez Polską Fundację Kulturalną w 1978 roku: „ W latach 1948-1978 drukowałem w Londyńskim Dzienniku Polskim felietony na temat „sztuki i życia”. Było ich przeszło tysiąc. Z tej liczby wybrałem 50 fragmentów. Nie są to eseje, ani artykuły, ani specjalne rozważania, ale po prostu subiektywne i na gorąco notowane Pierwsze Wrażenia, dotyczące spraw artystycznych i obyczajowych, tak jak na nie patrzyłem w okresie drugiej połowy XX wieku w Londynie. Można je porównać z pierwszymi wrażeniami, jakie wymieniamy ze sobą w teatrze i na koncertach podczas antraktów; stąd tytuł książki: „Antrakty”. Takie pierwsze wrażenia są nieraz zbyt osobiste, nieraz trafne, nieraz wymagające korektury, ale są zawsze bezpośrednie. Zależało mi, aby tę bezpośredniość zachować”.

W felietonach swoich Baliński poświęca wiele miejsca teatrowi i operze. Zajmuje go bardzo i zachwyca jeżeli już nie fascynuje teatralna twórczość Becketta, do której powraca opisując wrażenia najpierw paryskiego wystawienia sztuki „Czekając na Godota” a później londyńskiego. Balińskiego porusza do głębi trafność ujęcia i opisu współczesnego świata przez S. Becketta, wstrząsa stałe wahanie pomiędzy lękiem a nadzieją, przykuwa uwagę wyrażona w jakiś proroczy sposób atmosfera współczesnej Europy Zachodniej.

W felietonach rysują się sylwetki Prousta, Edvarda Griega, Grahama Greena i innych. Są wypowiedzi Picassa, wizje Orwella, opisy miejsc, które Baliński widział i do których wracał pamięcią. W felietonie „W Wenecji” wspomina swój dawny dom znajdujący się niedaleko od Ponte Rialto koło przystanku Marcuola na Canale Grande. Dom, który jak pisze „…nie należy już do mnie i przychodzę tylko odwiedzić znane mi ciche zaułki”.
W felietonach Balińskiego nie brak też pewnych rozważań, myśli filozoficznych, zastanowienia i spekulacji umysłowych autora podsumowanych trochę zachwytem a trochę tęsknotą z odrobineczką żalu, że realizm rozbija marzenie. Tak jest w felietonie” Przestrzenie – magnes podróżników”, w którym autor powie: „ Widzę cztery daty tajemniczych wypraw i odkryć. Pierwsza – to chyba rok 1492 Kolumb i Ameryka. Druga – to 1543 Kopernik i „De revolutionibus”, gdy ziemia z centrum świata została strącona na świata peryferie. Trzeci – to 1610, gdy Galileusz skierował swoją prymitywną lunetę w stronę księżyca i własnymi oczyma ujrzał, że nie była to fantazja świetlna, ale ląd pełen gór i przestrzeni, który czekał na przyjście człowieka, jak czekał Adam Michała Anioła na dotyk życia. I oto w 359 lat potem – w 1969 – ten cud nastąpił i pierwszy człowiek stanął na księżycu. Rezultat tych wszystkich odkryć realizowanych – czy to przez żeglowanie, czy przez lunety, czy przez cyfry i wyliczania, czy przez loty międzyplanetarne – był jeden i ten sam, zdzieranie odwiecznych przesądów, mylnych fantazji, błędnych wierzeń i ( ze smutkiem dodajmy) czarodziejskich marzeń”.

Pismem, z którym Stanisław Baliński był szczególnie mocno związany były oprócz Dziennika Polskiego „Wiadomości” wychodzące przez 58 lat. To właśnie Baliński jak klamrą złączył ich pierwszy i ostatni numer, pisząc: „ Ostatni numer „Wiadomości” na emigracji! Wielka to strata. Trudno w to niemal uwierzyć. „Wiadomości” wydawały się nieśmiertelne. Wspominam wyjście pierwszego numeru „Wiadomości Literackich” w Warszawie. Jestem chyba jednym z nielicznych ludzi żyjących, którzy byli świadkami powstania tego pisma i bodaj jedynym żyjącym, który w tym pierwszym numerze drukował”.
Przeżył zresztą chyba wszystkich, którzy od powstania „Wiadomości Literackich” w latach 1924 – 1939 drukowali, tak jak przeżył chyba wszystkich, którzy rozrzuceni po całym świecie między 1940 – 1981 pisywali do tego wspaniałego pisma. Dlatego więc wspominając długi okres współpracy z tygodnikiem napisze: „ ze smutkiem piszę te wspomnienia. Jeszcze niedawno mogłem rozmawiać z przyjaciółmi, którzy pamiętali narodziny „ Wiadomości”. Dzisiaj coraz więcej ich ubywa”. Pozostały tylko wspomnienia. A wśród nich nowela „Zabity przez lustra”, którą napisał i którą zawsze uważał za najważniejszy tekst pierwszego numeru „Wiadomości Literackich” redagowanych przez Mieczysława Grydzewskiego.

Stanisław Baliński, w końcowych latach życia na prośbę Marka Pytasza zgodził się nagrać na taśmie magnetofonowej swoje wspomnienia o minionych czasach młodości, ludziach, którzy go otaczali i gronie przyjaciół. Nagrania są dosyć wyczerpujące i trwają mniej więcej 5 godzin. Oryginalne taśmy zostały złożone w Bibliotece Polskiej w Londynie. Ich kopia, trochę krótsza była przewieziona do kraju i przekazana polskiemu czytelnikowi w „Twórczości” z (20.12.1981 – do 3.1.1982) pod wymownym tytułem, który mógłby służyć niejako za credo poety: „Moją prawdą jest moja pamięć”.

Opracowała: Krystyna Mochlińska

 

Przeczytaj też

Udostępnij

About Author

Krystyna Mochlińska

komentarze (0)

_