13 lutego 2018, 12:54
Felieton: Miss sztuczności

Sprzedawca długo przekonywał mnie do zakupu nowych butów. Co to za filozofia? Albo się podobają i są wygodne, wtedy kupuję, albo nie. Ta para wyglądała bardzo atrakcyjnie: elegancki styl, bardzo dobry materiał, wyjątkowo atrakcyjna cena (buty były znacznie przecenione) i wysoka jakość. A jednak nie do końca podzielałem entuzjazm handlowca.

Przeważył… brak zaufania. Kiedy z kimś rozmawiasz, zwracasz uwagę na słowa, ale jeszcze bardziej na gesty. Mowa ciała jest bardziej wymowna niż setki słów. No a jak tu rozmawiać ze sprzedawcą butów, który nie patrzy ci w oczy. To znaczy trochę patrzy a trochę nie. Bo kiedy jego prawe oko patrzy ci w twarz, w tym samym czasie lewe oko spogląda na ścianę z butami obok. A kiedy lewe oko stara się spojrzeć ci głęboko w oczy, prawe robi gwałtowny zwrot i staje się jeszcze bardziej prawe a jego wzrok ląduje w przeciwległym kącie sklepu. Kiedy zaś – zapewne nadludzkim wysiłkiem – sprzedawca stara się ustawić oczy w miarę równo aby użyć ostatecznego argumentu w dyskusji i zmusić klienta do podjęcia decyzji o zakupie, jego oczy robią salto i rozbiegają się jak dzieci po boisku w czasie przerwy. Facet miał potężnego zeza a ja sobie robię z niego jaja. Nieładnie. Lepiej powiedzieć, że miał nieskorygowaną wadę wzroku, ale zbierał pieniądze – pracując w sklepie – na zabieg chirurgiczny, w którym wada zostanie w końcu usunięta. Ale piszę prawdę, bo czułem się wtedy w sklepie po prostu niezręcznie. W końcu mówił prawdę, czy chciał mi wcisnąć kiepski towar?

Zaryzykowałem, kupiłem. Z natury jestem ostrożny, dlatego tak długo się wahałem. Ale miliony ludzi nie mają takich wątpliwości. Codziennie uczestniczą w rytuale, który polega na tym, że sami oszukują i są oszukiwani. I godzą się na to. Ostatnim znanym mi prawdomównym Brytyjczykiem był James Bond. On wręcz uczynił z tego regułę swojego działania. Kiedy przeciwnik w pierwszej minucie filmu pytał go jak się nazywa, odpowiadał bez wahania: – Bond. James Bond. A przecież mógł skłamać i powiedzieć: Marchewka. Felicjan Marchewka. A tak wróg od razu wiedział z kim ma do czynienia i że w związku z tym musi sobie pilnie zarezerwować miejsce na cmentarzu, bo końca filmu nie przeżyje. Ale Bond to człowiek z innej epoki, można powiedzieć „przedwojenny”.

Dzisiaj już takich nie produkują. Normą jest oszukiwanie albo – jak kto woli – tworzenie alternatywnej prawdy. I dlatego nie zdziwiło mnie, że tysiące Brytyjczyków kupuje dyplomy nieistniejących uczelni lub instytutów na całym świecie.

Po co? Po pierwsze: taki dyplom to najszybszy sposób na podniesienie kwalifikacji. Co prawda tylko na papierze, ale w CV dobrze to wygląda. Po drugie: nic tak nie podnosi samooceny, jak ukończenie prestiżowej uczelni. Po trzecie: jest szansa na podwyżkę pensji. Po czwarte: czepiam się, bo sam mam braki w edukacji. A oni kupują bo chcą być kimś innym, chcą być lepsi.

Już Nikodem Dyzma, literacki bohater drugiej Rzeczypospolitej dał nam przykład, że w życiu najbardziej liczy się tupet i bezczelność.

Jeśli raz wedrzesz się siłą na salony, nikt już cię stamtąd nie wyrzuci.

Choćbyś był świnią, kanalią i łajdakiem będziesz NASZ i tak już zostanie. Więc nie martw się o nic, bo i tak zrobisz karierę. Kilka lat temu festiwal Eurowizji wygrała niejaka Conchita Wurst, czyli austriacki piosenkarz przebrany za kobietę z brodą. Udawał kogo innego, ale tylko trochę, broda jednak wskazywała prawdziwą tożsamość. Dzisiaj to za mało.

Trzeba być od początku do końca kimś innym a w razie wpadki zachować zimną krew. Niedawno pewien facet w Kazachstanie wystartował w konkursie dla kobiet na Miss Piękności. Co prawda był to konkurs wirtualny, a więc wystarczyło tylko wysłać fotografię, ale i tak dotarł do finału. Nikt się nie zorientował w oszustwie, dopiero sam przebieraniec ujawnił prawdę. Następnym etapem będzie zapewne konkurs odbywający się w realu i wtedy sędziowie będą mieli prawdziwy problem. Chyba że zdecydują aby

Uczestniczki (uczestnicy?) występowały/li bez majtek. Albo lepiej: od razu ogłośmy konkurs Miss Sztuczności.

 

Tekst: Andrzej Kisiel

Przeczytaj też

Udostępnij

About Author

admin

komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *