13 listopada 2017, 13:58
24 godziny nienawiści

W dniu 7 listopada przed siedzibą BBC odsłonięty został pomnik George’a Orwella. Szkoda, że okazja ta nie posłużyła do szerszego przypomnienia ważnych ostrzeżeń, zawartych w jego twórczości.

W ponurej utopii „Rok 1984” Orwell opisuje codzienny rytuał. Przypomnijmy: codziennie pracownicy Ministerstwa Prawdy byli zobowiązani stawić się na zebraniu, podczas którego wyświetlano film demaskujący zbrodnicze działanie wroga; na dany znak wszyscy byli zobowiązani do wyrażania okrzykami i gestami nienawiść. Po Dwóch Minutach Nienawiści oczyszczeni emocjonalnie pracownicy mogli wrócić do swych codziennych zadań, czyli uaktualniania dawnych numerów „Timesa”, tak aby zawarte w nim wiadomości odpowiadały aktualnym sojuszom totalitarnie zarządzanego państwa. Nawet główny bohater powieści, Winston Smith, który nienawidził wszech rządzącej partii i systemu w jakim przyszło mu żyć, przyznawał, że trudno było nie włączyć się do tego wspólnego okazywania uczuć. I nie tylko dlatego, że Wielki Brat patrzył. Działała psychologia tłumu, którą tak obrazowo opisał Gustave Le Bon.

Żyjemy współcześnie w świecie 24-godzinnych wiadomości mniej lub bardziej wiarygodnych i trwających tyle samo seansach nienawiści. Miliony ludzi na całym świecie uprawia ten rytuał nie podczas przymusowych zebrań, ale w zaciszu własnych domów, a narzędziem jest tzw. Twitter, czyli 140-literowy przekaz internetowy. Oczywiście, tweety mogą być pełne miłości, albo też zawierać opis jakiegoś wydarzenia, ale właśnie te nienawistne rozprzestrzeniają się najszybciej i raz puszczone w ruch są nie do zatrzymania.

Te seanse nienawiści tworzą często zwykli ludzie, do niczego nie zmuszani przez aparat państwowy, choć – jak pokazują działania Rosji – są państwa, które chętnie się do tego włączają. Osoby obrzucone na Twitterze błotem mogą się oczywiście tłumaczyć i zaprzeczać oskarżeniom. Jednak obrona jest zawsze trudniejsza niż atak, w dodatku pochodzi on najczęściej do trudnego do ustalenia źródła.

Szczególnie osoby znane są narażone na tego typu denuncjacje. Ostatnio głównym tematem oskarżeń są niewłaściwe zachowania ludzi mediów i polityków. Wielu zostaje oskarżonych o molestowanie seksualne. Nie mam cienia sympatii dla Harveya Weinsteina – wszystko wskazuje na to, że ten wszechpotężny magnat hollywoodzki rzeczywiście ma kilka niecnych sprawek na sumieniu. Jednak niektóre oskarżenia pod adresem brytyjskich polityków wydają mi się naciągane. Inne dotyczą osób nieżyjących. Jak mają się tłumaczyć Edward Heath czy Leon Brittan? Zostali anonimowo „skazani” bez prawa do obrony. Niestety, w denuncjacjach sporą rolę odgrywają nadmiernie przywiązani do poprawności politycznej czołowi parlamentarzyści, policjanci i dziennikarze. Często są to te same osoby, które wcześniej chętnie zmiatały pod dywan wiedzę o niestosownych, a nawet przestępczych zachowaniach osób na świeczniku, nawet kiedy ofiarą były dzieci. Jimmy Savile nie mógłby działać tak długo i czuć się bezkarnym, gdyby nie był kryty przez kolejne zarządy BBC.

Oczywiście, 24-godzinne seanse nienawiści nie ograniczają się tylko do spraw o podłożu seksualnym. To zaledwie margines tego, co wylewa się codziennie z naszych telewizorów, komputerów i prasy, zarówno tej tzw. brukową jak i „poważnej”. Świadoma dezinformacja, zmieszana z propagandą, która zastępuje wiadomości, kiedy zaciera się granica między prawdą a najzwyklejszym kłamstwem, pomagają w tworzeniu atmosfery niepewności, podejrzeń i skłaniają do tworzenia teorii spiskowych. Najpierw „wiadomość” dostaje się na pierwsze miejsce w biuletynach informacyjnych, a dopiero później sprawdzana jest jej rzetelność. Czy prawdą jest, że Rosjanie mieli wpływ na przebieg kampanii poprzedzającej referendum brexitowe? Nie wiadomo, choć taka informacja pojawiła się, po tym gdy okazało się jak wiele reklam zostało wykupionych przez Rosjan podczas kampanii wyborczej w USA.

George Orwell zetknął się z nachalną propagandą podczas pobytu w Hiszpanii w czasie wojny domowej. Jak pisał w jednym z artykułów, w hiszpańskiej prasie czytał teksty, które nie miały nic wspólnego z rzeczywistością, opisy bitew, jakie się nigdy nie wydarzyły, przypisywanie bohaterstwa tchórzom, a jednocześnie przedstawianie prawdziwych bohaterów jako tchórzy i zdrajców. Informacje o setkach ofiar skrupulatnie były przemilczane. Zarzuty te Orwell formułował wobec obydwu stron konfliktu.

Autor „Roku 1984” i „Folwarku zwierzęcego” uważany jest za krytyka stalinowskiej Rosji. W moim przekonaniu należy go uznać za wizjonera. Czy wszechobecne kamery nie przypominają Wielkiego Brata? Czy zmienianie zapisy w „Timesie” jest czymś innym niż uprawianie „polityki historycznej”? Czy okłamywanie społeczeństwa, jakie uprawiała orwellowska partia różni się od „alternatywnej prawdy”, jaką tworzą współcześnie politycy, choćby słynne 350 mln funtów na opiekę społeczną obiecane przez zwolenników Brexitu? Czy poczucie bezkarności polityków i ludzi mediów, którzy pozwalali sobie na różnego typu wyskoki wobec kobiet nie są wprowadzaniem w życie zasady, że wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze?

Słownik „Collins” co roku ogłasza słowo roku. Tegorocznym zwycięzcą jest „fake news” pomimo, że są to dwa słowa. Wyrażenie to można przetłumaczyć na polski jako „udawana wiadomość” (większość polskich dziennikarzy używa angielskiego wyrażenia). Ubiegłorocznym zwycięzcą było wyrażenie „post-truth”, czyli „post-prawda”. To pokazuje, w jakim kierunku zmierzają media. Orwellowska nowomowa wydaje się dziecinną igraszką w porównaniu z tym, co mówią dziś politycy i co ukazuje się w mediach, nawet tych, które chcą uchodzić za niezależne.

Julita Kin

Przeczytaj też

Udostępnij

About Author

admin

komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *