13 października 2017, 09:30 | Autor: admin
Moniuszko jakiego nie znacie
Byłam, widziałam, słyszałam i … zdumiałam się wielce! Jakie to piękne! Czemu tak nieznane? – relacjonowała Ewa Kwaśniewska, spiritus movens chóru Ave Verum, po niedzielnym przedstawieniu „Parii” Stanisława Moniuszki w Teatrze POSK-u.

– Muzyka dojrzała, głęboka, rozlewająca się po sercu. Uwertura zapowiedziała nam wszystko, co działo się potem. Były w niej miłość, rozpacz, wstyd, żal, gorycz i duma. Był człowiek ze swymi emocjami i niedolami. Poruszające do głębi! We mnie zrodził się zaraz żal. Żal do losu, że mieliśmy wspaniałego kompozytora, jego muzyka mogła i powinna zachwycać muzyczny le grand monde, a jednak nie udało jej się przebić na światowe sceny. Pozostała w wielkiej mierze w… domu. Dla nas, Polaków, to dobrze. Dla świata muzycznego jednak chyba strata – zauważa Kwaśniewska.

I rzeczywiście, o ile w ogóle twórczość Moniuszki nie została wielce rozpoznana poza granicami kraju, tak „Paria”, która miała być dziełem zwieńczającym dorobek artystyczny twórcy, nie jest dobrze znana nawet rodzimej publiczności. A ta opera została napisana właśnie z myślą o zagranicznych scenach, stąd fabuła zaczerpnięta z tragedii Casimira Delavigne’a. Początkowo zebrał też pozytywne recenzje. Aleksander Sierow, petersburski krytyk teatralny chwalił „styl poważny i prawdziwie dramatyczny”. Sam Moniuszko uważał „Parię” za najdoskonalszą ze swoich prac” i „utwór co do wartości artystycznej bez porównania lepszy od Halki”. Jednak została okrzyknięta utworem „nienarodowym” i „egzotycznym”, ale styl muzyczny oscylujący wokół środków wyrazu charakterystycznych właściwy dla I połowy stulecia, nie odpowiadał nurtowi modnego wówczas romantycznego orientalizmu. Ten dysonans zaczął odbiorców razić i prawdopodobnie nie osiągnęła oczekiwanego sukcesu.

A szkoda, bo w warstwie muzycznej jest to dzieło zróżnicowane, można wyczuć nawiązania do Wagnera czy Chopina, zaś pod względem estetycznym przywodzi na myśl operę włoską. Urzekająca uwertura, nazywana przez wielu najlepszym dziełem orkiestrowym Moniuszki. Akcja opery rozgrywa się w Indiach ok. 1500 r. To historia miłości kapłanki Neali i zasłużonego wojownika Idamora. Szczęście zakochanej pary burzą różnice kastowe, które do tej pory są surowo przestrzegane w tym kraju. Mocne zakończenie opery, w którym bohaterka ostro sprzeciwia się zastanemu porządkowi społecznemu, to swoista przestroga Moniuszki przed zapędzaniem się w ślepą uliczkę stereotypów, prowadzącą wyłącznie do tragedii. Mimo osadzenia fabuły na Dalekim Wschodzie, tematykę opery można uznać za uniwersalną i ponadczasową – wszak w XXI-wiecznym polaryzującym się społeczeństwie coraz więcej zaczyna nas dzielić niż łączyć.

„Paria” w reżyserii Feliksa Tarnawskiego to pełna magii, nieco mroczna, liryczna opowieść, dająca dużo miejsca na popis umiejętności wokalnych wspaniałych artystów zaproszonych do udziału w tej produkcji. Znany publiczności Teatru w POSK-u Rafał Barmiński i Marcin Gęśla spisali się w rolach Idemora i Akebara wprost bezbłędnie. Jednak na ich tle wspaniale zaprezentował się Łukasz Biela, który wcielił się w postać Jaresa, obłąkanego biedaka, pariasa, targanego silnymi emocjami. Niezwykła ekspresja śpiewaka w połączeniu z realistyczną charakteryzacją daje wyjątkowy efekt autentyczności. Jednak bez wątpienia spektakl skradła zjawiskowa Natasha Day. Piękna, pełna gracji i wrażliwości śpiewaczka swoją finałową arią zachwyciła widzów, wywołując u nich gęsią skórkę i gromkie brawa.

Przedstawienie było prawdziwą ucztą muzyczną. Orkiestra pod batutą Stephena Ellery’ego wycisnęła z przepięknej kompozycji to co najlepsze. Na uwagę zasługują również oryginalne, barwne kostiumy Beaty Barton-Chapple i wyjątkowe orientalne makijaże aktorów. W tę stylistykę wpisała się także zapewne celowo przekoloryzowana scenografia Michaela Leopolda, przywodząca na myśl charakterystyczne bollywoodzkie kino.

Jednym słowem „Paria” w aranżacji Teatru POSK to kapitalne, porywające widowisko i olbrzymi hołd dla twórczości wybitnego kompozytora. To godna uznania inicjatywa Joanny Młudzińskiej i Krystyny Bell, aby promować jego dzieła na Wyspach, bo z pewnością na to zasługują. Dzięki angielskim napisom mogą je poznać także Brytyjczycy. W końcu jak zauważa Ewa Kwaśniewska w książce „The New Kobbe’s Opera Book” na tysiąc dwanaście stron Moniuszce poświecono dwie. „Krótka wzmianka o kompozytorze, fragmencik libretta „Halki”. I już! I tyle.”

Magdalena Grzymkowska

Przeczytaj też

Udostępnij

About Author

admin

komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *