30 września 2017, 16:21
Szczęki i mosty przyjaźni
Mój tekst z ubiegłego tygodnia stał pod znakiem wyborów w Niemczech. Kanclerz Merkel zostająca na stanowisku jest jak letnia woda w kranie (ta od Tuska). Po prostu wiemy, że nie będzie ani zimno, ani gorąco, ani lepiej ani gorzej. Ale będzie woda.

A że może wody nie być przypominano mi przez całe dzieciństwo spędzone na odzyskanym Pomorzu Zachodnim (Pommern). Zanim się urodziłem list biskupów niemieckich z 1965 r. ze słowami „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”, przypominał że i Polska ma coś na sumieniu. A w szkole podstawowej pani Ignacka od historii karmiła nas wypowiadanym na co drugiej lekcji zdaniem kanclerza Adenauera „Kraj po drugiej stronie Odry i Nysy należy do nas, Niemców”.

Rodzinę mojej matki wywieziono z rodzinnego Krzemieńca na Ziemie Odzyskane. Najstarsza ciotka trafiła najgorzej, pod granicę na Odrze, do miasteczka Chojna. Poczuła się tam „jak u siebie” dopiero po 50 latach, na początku lat dziewięćdziesiątych, gdy padła komuna, otwarto przejścia graniczne i ożył lokalny ruch graniczny. Wtedy wreszcie Niemcy i Polacy mogli z sobą obcować jak normalni ludzie. I wszyscy okazali się po prostu ludźmi.

Ciotka przysłała mi wówczas wycinek z lokalnej gazety. To była historyjka z Osinowa Dolnego (powiat cedyński), które jest małą przygraniczną wsią i w której jest tylko pięćdziesiąt domów, ale za to aż trzynaście zakładów fryzjerskich.

Kiedy w 1993 r. otwierano tu przejście graniczne, o fryzjerach nikt nie słyszał.

Niemcy do Osinowa zaczęli przyjeżdżać po paliwo, papierosy, żeby się najeść i pójść do fryzjera. I to ostatnie jest dla nas najważniejsze – mówił reporterowi gazety Krzysztof Świerczyński, właściciel jednego z zakładów fryzjerskich. U niego można było ostrzyc się już o szóstej rano.

Od siódmej zapraszała klientów Władysława Stefanowicz. Kilka lat temu odkupiła sklep mięsny. Interesy nie szły jednak zbyt dobrze. Najpierw handlowała kwiatami, później sprzedawała odzież, aż w końcu postanowiła otworzyć zakład fryzjerski.

Strzyżemy u nas przede wszystkim Niemców. Dla nich jest tu-tanio i chętnie siadają na fotel. Lubią mieć krótkie włosy, więc często się strzygą – mówiła Władysława Stefanowicz.

Klienci przyjeżdżają najczęściej z oddalonego o 60 km Berlina. U siebie płacili za fryzurę 120-150 marek, a w Osinowie kosztowało ich pięć razy mniej!

Niemki są zadowolone z każdej fryzury. Strzygą się krótko i farbują włosy na różne kolory. Polki często wybrzydzają, ale za to są bardziej eleganckie – opowiadała reporterowi Marzena Wysocka, jedna z fryzjerek.

Dziś ceny zakładów fryzjerskich i im podobnych prostych dawców usług się raczej wyrównały. Różnicę w cenie wciąż wykorzystują za to dentyści i wszyscy inni zaglądający w jamy ciała.

I nie politycy, nie społecznicy, nie działacze – nic i nikt tak nie przyczynił się do zbliżenia i wzajemnego poznania Polaków i Niemców, jak owi polscy dentyści. To oni zbudowali najtrwalsze mosty przyjaźni tyle, że nie przez Odrę, a na Naszych i Waszych szczękach.

Jarosław Koźmiński

Przeczytaj też

Udostępnij

About Author

Jarosław Koźmiński

komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *