05 czerwca 2016, 10:07
Felieton Kisiela: Tureckie kazanie

– Nie wiem jak oń to riobi, niaprawde oń jest niesamowiti. Oń jest jedini czlowiek w świecie co to riobi. Oń kochać wsiscy Polacy, dlatego oń to riobi – z głośników wydobywał się potok słów, z których można było – mocno się wsłuchując – wyłowić sens pojedynczych słów i zdań. Czułem się jakbym siedział na tureckim kazaniu. Fakt, pokaz prowadził rodowity Turek, który uparł się, aby mówić do kilkudziesięciu tysięcy Polaków zgromadzonych na wielkim placu w ich rodzimym języku.

Ach, gdyby jeszcze on sam władał językiem polskim tak jak tureckim…

Gdyby nie ogólna orientacja w temacie, pomyślałbym, że to wariat, który dorwał się do mikrofonu i robi show dla widzów. A może naprawdę jest wariatem, skoro podjął się na tak trudnego zadania jak skomentowanie pokazów lotniczych po polsku bez znajomości języka polskiego?

Spikerowanie po polsku było dopiero początkiem szaleństwa. Za chwilę pojawił się ON. Samolot. Turecki. Wielki. Szybki. Ryczący pełną mocą silników. Po prostu szalony. A za sterami szalonej maszyny równie szalony pilot. Za chwilę zacznie się pokaz. Beczka, potem pętla, strzelają fajerwerki, potem znów beczka i niski lot z dużą prędkością na oczach tysięcy widzów. Ludzie są zachwyceni. Oklaski, piski dzieci, psy oszalałe od huku odrzutowca wyrywają się do ucieczki, aparaty fotograficzne strzelają seriami zdjęć jak karabiny maszynowe.

Turecki spiker przechodzi samego siebie. W pewnej chwili po prostu krzyczy do mikrofonu i już nic nie można zrozumieć. Ryczą głośniki, samolot szarżuje na pełnym gazie, pot spływa po głowie, ziemia drży. Ekstaza. Emocje sięgają zenitu, gdy spiker na zakończenie dziękuje Polakom za entuzjastyczne przyjęcie. Dziękuje i podkreśla 600-letnią przyjaźń łączącej Polskę i Turcję: „Dziękujemy wam Poliacy, niech żije odwiećna psijaźń polisko-tiurecka.”

Fakt, po takim pożegnaniu należałoby odśpiewać jeszcze „Sześćset lat” na melodię „Sto lat!”, oraz „Turku, czy ci nie żal…” i ogłosić międzynarodowe pojednanie polsko-tureckie. Telewizja polska już od jakiegoś czasu emituje na okrągło tureckie seriale historyczne, na razie nie ma tam wątków polonijnych, ale w związku z „odwieczną psijaźnią” należy się spodziewać zmian w scenariuszach w najbliższym czasie.

Swoją drogą, to bardzo miłe, że Turcy tak łatwo puścili w niepamięć klęskę pod Wiedniem, zadaną im przez wojska króla Jana III Sobieskiego w 1683 r. Równie taktownie pominęli milczeniem bitwę pod Warną w 1444 r., gdzie jeden z tureckich janczarów uciął głowę polskiemu królowi Władysławowi a sułtan podobno jeszcze kilka lat po wojnie pokazywał to trofeum swoim gościom jako ciekawostkę… Być może trzeba było przelać sporo krwi, puścić z dymem trochę miast, dokonać rzezi niewinnej ludności, grabić, rabować itp. aby narodziła się „odwieczna przyjaźń polsko-turecka”.

No i dobrze, nie czepiajmy się szczegółów, bo można znaleźć i inne przykłady. Przecież Mickiewicz właśnie w Turcji chciał zakładać legion polski, który miał walczyć o odzyskanie niepodległości Rzeczypospolitej a Turcja nigdy nie uznała rozbiorów Polski. Jedno jest pewne, teraz relacje polsko-tureckie są prawdziwie przyjazne. Wiem z dobrze poinformowanych źródeł dyplomatycznych, że armia turecka – na razie w postaci jednego samolotu na pokazach lotniczych, zamierza wspierać polskie lotnictwo wojskowe. Może to pomoc moralna, ale dobra szczególnie w czasach, gdy zagrożeń militarnych nie brakuje.

Przed II wojną światową Polska już współpracowała z Turcją w branży lotniczej. Produkowano tam na naszej licencji samoloty myśliwskie PZL P – 24, które stały się głównym typem maszyn używanych w tamtejszym lotnictwie wojskowym. Jeszcze mniej znane jest to, że w okresie wojny w Turcji działała fabryka zatrudniająca kilkudziesięciu polskich inżynierów lotnictwa, w tym najbardziej znanych przedwojennych konstruktorów samolotów. Produkowano tam samoloty tureckie, ale i konstrukcje zaprojektowane przez Polaków.

Polsko-turecki sojusz lotniczy ma więc całkiem konkretne i przyjazne podstawy, co prawda nie liczą one aż 600 lat a tylko 70, ale dobre i to na początek.

Andrzej Kisiel

Przeczytaj też

Udostępnij

About Author

Andrzej Kisiel

komentarze (0)

_