08 stycznia 2019, 09:25
Między ofiarą a sprawcą
Uczestniczyła w dziesiątkach spraw – od sporów sąsiedzkich o zbyt głośno działającą pralkę, po włamania, gwałty, pobicia, zabójstwa. O swojej pracy koordynatora do spraw mediacji i sprawiedliwości naprawczej w Essex Restorative and Mediation Service Katarzyna Grabka opowiada w rozmowie Piotrem Gulbickim.

Termin sprawiedliwość naprawcza funkcjonuje od niedawna.

– Moja jednostka, zajmująca się tego typu sprawami w hrabstwie Essex, powstała w 2015 roku – na polecenie Departamentu Sprawiedliwości, który z rekomendacji policji zarządził wdrożenie w życie programu skierowanego zarówno do ofiar przestępstw, jak i samych skazanych. Chodziło o stworzenie warunków do komunikacji między nimi, co w praktyce, w zależności od sprawy, przyjmuje różne formy. Kontakt może być bezpośredni (spotkanie twarzą w twarz), albo pośredni (list z przeprosinami, rozmowa wideo, komunikacja za pośrednictwem mediatorów). Dla wielu osób to sposób na poradzenie sobie z traumą i znalezienie odpowiedzi, które pomogą im się uporać z tragedią jakiej doświadczyły. Program daje możliwość spojrzenia w oczy oprawcy i stawieniu czoła lękom, nierzadko towarzyszącym ofierze od lat.

To pomaga?

– Z mojego doświadczenia, popartego statystykami, wynika, że bardzo. Swego czasu pracowaliśmy z kobietą, której córka dwanaście lat wcześniej została spalona przez cztery koleżanki, a motywem tej okrutnej zbrodni była zazdrość o chłopaka. Od tamtego tragicznego wydarzenia nie było nocy, w której zrozpaczona matka spałaby więcej niż trzy godziny. Co więcej, bała się wychodzić z domu i porozmawiać z kimś poza terapeutą. Aż w końcu, kiedy wreszcie spotkała się ze sprawczyniami morderstwa, mogła powiedzieć co przeżyła i co czuje. Bardzo bała się tej konfrontacji oraz jej skutków, ale kilka miesięcy później zadzwoniła do nas z podziękowaniem. Chociaż nadal współpracuje z terapeutą, wreszcie przespała pierwszą noc, wyszła sama do sklepu i stara się normalnie funkcjonować.
Właśnie taki jest cel sprawiedliwości naprawczej. Dzięki temu programowi ofiara, albo jej bliscy, mają możliwość uzyskania odpowiedzi na dręczące ich pytania, uwolnienie emocji, poukładanie życia na nowo. Z kolei dla przestępców to szansa uświadomienia sobie ogromu krzywdy, którą spowodowali. Wielu z nich koncentruje się na własnej osobie, na tym co stracili i na przyszłych latach spędzonych w więzieniu, zapominając co przeżywają pokrzywdzeni oraz ich bliscy.

Według przeprowadzonych badań, zdecydowana większość kryminalistów, którzy wzięli udział w programie, nigdy więcej nie popełniła żadnego przestępstwa. Nasza praca pomaga samym zainteresowanym, ale również policji, gdyż dzięki niej funkcjonariusze mają czas na zajmowanie się innymi sprawami.

Czym różni się sprawiedliwość naprawcza od mediacji?

– W rozumieniu angielskim z mediacją mamy do czynienia wtedy, kiedy nie jesteśmy w stanie jednoznacznie stwierdzić kto jest winowajcą, a kto ofiarą. Najczęściej dotyczy to skłóconych sąsiadów, czasami nawet całej klatki, albo sporów rodzinnych. Każda strona biorąca udział w tym procesie musi mieć pewność, że jej zdanie zostanie wysłuchane, że będą mogli wyrazić własną opinię i przyjąć do wiadomości to, co do powiedzenia ma adwersarz. Świadomość tego w jaki sposób rozmawiać z oboma zaangażowanymi podmiotami jeszcze przed zaproponowaniem mediacji, jest równie ważna jak samo jej przeprowadzenie.

Ludzie sami się do was zgłaszają?

– Zdarza się, natomiast większość sygnałów otrzymujemy od policji. A w mniejszym stopniu też od spółdzielni mieszkaniowych, councili, więzień, szkół.

Spektrum naszych działań jest szerokie, jednym z projektów w jakim ostatnio uczestniczymy jest tak zwany „Firebreak”. To część programu stworzonego przez straż pożarną, polegająca na prowadzeniu szkoleń w więzieniach, podczas których osadzeni, jeśli wyrażą takie zainteresowanie, uczą się umiejętności rozwiązywania konfliktów. Nie ukrywam, że te zajęcia przynoszą mi sporo satysfakcji, ponieważ wbrew powszechnej opinii więźniowie są świetnymi słuchaczami i uczniami. Mogę to powiedzieć z autopsji, ponieważ uczestniczyłam w rozwiązywaniu dziesiątek różnych spraw.

Obecnie, koordynując pracę całego, składającego się z 49 osób zespołu, rzadziej zajmuję się konkretnymi przypadkami, a bardziej skupiam na nadzorowaniu całości działań jakie prowadzimy. Chyba, że sytuacja jest wyjątkowo skomplikowana, to wówczas staram się ją rozwiązać osobiście. Towarzyszę też nowozatrudnionym, niedoświadczonym mediatorom, żeby zaznajomić ich z systemem pracy i środowiskiem w którym zdarza się nam operować (areszty śledcze, więzienia, posterunki policji).

Przypadki są różne.

– Bardzo różne – od sporów sąsiedzkich o zbyt głośno działającą pralkę, po włamania, gwałty, pobicia, zabójstwa. Jedną z pierwszych spraw, z jaką miałam do czynienia, był konflikt pomiędzy młodym małżeństwem, a starszą schorowaną kobietą. Ta ostatnia twierdziła, że sąsiad się w niej zakochał i przez okno zagląda do jej sypialni, bo chce mieć z nią romans. Mimo tych dziwnych oskarżeń postanowiliśmy, że mediacja jest wskazana i warto żeby obie strony wyjaśniły sobie te kwestie. Podczas jednego z kolejnych spotkań przygotowujących do bezpośredniej mediacji starsza pani niespodziewanie oznajmiła, że rezygnuje, bo sama zajęła się sprawą. W jaki sposób? Właśnie wzięła pożyczkę z banku w wysokości 30 tysięcy funtów i zapłaciła komuś w internecie, żeby raz na zawsze pozbył się natręta. W tym momencie przerwaliśmy cały proces i wezwaliśmy policję. Jakiś czas później zadzwoniłam do funkcjonariusza, który przejął dochodzenie, pytając jaki był jego finał. Okazało się, że kobieta rzeczywiście zrobiła tak jak powiedziała, ale internetowy egzekutor wziął pieniądze i… słuch po nim zaginął.

Z kolei w innym przypadku matka chłopaka, który był szykanowany w szkole, przez co popełnił samobójstwo, zdecydowała się stanąć oko w oko z oprawcami, a impulsem do tego był fakt, że tym razem zaczęli znęcać się nad jej drugim, młodszym synem. Wtedy wyszło na jaw, że nastolatkowie zupełnie nie zdawali sobie sprawy z konsekwencji swojego zachowania i skutków do jakich może ono prowadzić.

Podobnie było w przypadku mężczyzny, który włamał się do domu, skąd ukradł ślubną obrączkę żony właściciela posesji. Złodziej miał łzy w oczach kiedy dowiedział się, jak ważna była dla poszkodowanego ta konkretna rzecz, będąca pamiątką po żonie, która zmarła kilka tygodni wcześniej. Pod koniec spotkania włamywacz wyjawił w jakim kantorze zastawił obrączkę, dzięki czemu policja mogła ją odzyskać i zwrócić właścicielowi.

Sprawy nie zawsze kończą się happy endem.

– Różnie bywa. Niektóre ciągną się miesiącami, jednak trzeba cierpliwie i konsekwentnie dążyć do wyznaczonego celu, mimo że często nie widać postępów. Dlatego bardzo ważne jest motywowanie do dalszego działania i wiara w ostateczny sukces.

To nie jest praca dla każdego.

– Kiedy rekrutuję nowych adeptów i przeprowadzam z nimi rozmowy kwalifikacyjne czy szkolenia, szczególną uwagę zwracam na umiejętność bycia bezstronnym. To bardzo ważna cecha, niezbędna w tej profesji, gdyż łatwo można ujawnić swoją opinię w danej sprawie, w efekcie rujnując cały proces mediacji. Czuwam również nad kondycją psychiczną samych mediatorów, którzy często są obarczani dużą odpowiedzialnością za rezultaty prowadzonego postępowania związanego z emocjonalnymi i traumatycznymi przeżyciami swoich podopiecznych.

Nie zawsze wykształcenie gwarantuje, że dana osoba sprawdza się w tym zawodzie. Jednym z naszych najlepszych fachowców jest kobieta, która przez długi czas pracowała w sklepie, a dziś świetnie sobie radzi nawet z najbardziej wymagającymi sytuacjami, takimi jak agresja czy trauma. Przez lata obcowania z różnymi ludźmi nauczyła się reagować na ich zachowania, przewidywać reakcje oraz wyciszać negatywne emocje.

Tak, zdecydowanie nie jest to praca dla każdego, trzeba mieć odpowiednie predyspozycje i ją po prostu lubić. Dla mnie stała się pasją, bo zawsze chciałam pomagać ludziom, a tu codziennie czekają nowe wyzwania i widać namacalne efekty. Zresztą w mojej rodzinie są tylko nauczyciele i policjanci, więc nie miałam zbyt dużego wyboru, chociaż nie jestem funkcjonariuszem.

Oczywiście, zdarzają się ciężkie momenty, kiedy muszę odreagować, bo historie osób, które przeszły przez piekło, mocno dają się ze znaki. Wtedy moim sprawdzonym sposobem na radzenie sobie ze stresem są podróże i książki, najlepiej kryminały…

Katarzyna Grabka

Pochodzi z miejscowości Książki, w województwie kujawsko-pomorskim, od 2010 roku mieszka w Chelmsford w hrabstwie Essex. Skończyła psychologię z kryminologią na londyńskim South Bank University, po czym w ramach wolontariatu pracowała jako mediator w Essex Restorative and Mediation Service, jednym z departamentów Essex Police. Po zakończeniu stażu została zatrudniona jako koordynator do spraw mediacji i sprawiedliwości naprawczej. Jednocześnie studiuje zaocznie psychologię sądową ze specjalizacją związaną z umysłowo chorymi przestępcami na Royal Holloway, University of London.

Przeczytaj też

Udostępnij

About Author

admin

komentarze (0)

_