16 stycznia 2018, 09:22
Galeria Magan: Miniaturowe arcydzieła

Niedawno oglądałam w telewizji dwuczęściowy film „The Miniaturist”. Obok aktorów w filmie ważną rolę odegrały wnętrza, jakby ożywione obrazy XVII-wiecznych mistrzów, precyzyjnie fotografujących pędzlem codzienne życie holenderskiego mieszczaństwa. Jednym z głównych bohaterów filmu był dom dla lalek, urządzony z precyzją przez mistrza (a w tym wypadku mistrzynię) tworzenia małych form. To właśnie dom dla lalek zbudowany przez Petronellę Oortman, żyjącą na przełomie XVII i XVIII wieku, który obecnie znajduje się w zbiorach Rijksmuseum był inspiracją dla Jessie Burton autorki (i aktorki jednocześnie) do napisania książki, stanowiącej podstawę scenariusza. Oglądając ten film pomyślałam sobie, że twórcami miniatur są jubilerzy.

Wysiadając z metra na stacji Tooting Bec nie mogę się oprzeć, by nie zajrzeć na wystawę galerii „Magan” – to tam znajdują się maleńkie arcydzieła sztuki jubilerskiej. Przypuszczam, że podobnie czyni wiele kobiet wysiadających na tej stacji. Czasem wzdycham, że chętnie kupiłabym coś dla siebie. Ale jak dotąd na tym się kończy.

Znam to miejsce od lat. Kiedy sprowadziłam się w tę część Londynu, mieścił się tu sklep „Polonez”. Nie najlepiej zaopatrzony i z obsługą, która sprawiała, że wolałam polskie specjały dźwigać z położonej w dzielnicy West Kensington „Primy”. Sklep przekształcił się w biuro podróży „Polonez Travel”, jedna z kilku siedzib znanej agencji turystycznej prowadzonej przez Małgorzatę Ołdakowską-Pacak. Przed kilku laty zawisł nad wejściem duży napis „Magan Gallery”. Pani Małgosia prowadzi ją wspólnie z mężem Andrzejem Pacakiem. To właśnie jego prace najczęściej przykuwają mój wzrok.

Odwiedzam tę galerię, gdy tylko jest tam nowa wystawa. Najczęściej są to prace jubilerskie, co nie znaczy, że jest to tylko i wyłącznie biżuteria do włożenia. Często są to miniaturowe rzeźby. Tak było, na przykład, w przypadku wystawy prezentującej dzieła twórców, którzy jako materiał do swych prac obok metali wybrali bursztyn. Ta wystawa (2016) była tym ciekawsza, że jej kuratorzy zadali twórcom temat „Mój dom”. Przywieziona do Londynu ekspozycja była częścią odbywających się w Wilnie Międzynarodowych Targów Bursztynu i Biżuterii. Nie jedną z pokazanych wówczas prac chętnie postawiłabym na półce, obok książek, w moim mieszkaniu.

W połowie grudnia ub. roku odwiedziłam galerię „Megan” po raz kolejny. I po raz kolejny zapomniałam zapytać: Skąd nazwa? Trudno. Może uczynię to przy następnej okazji. Tym razem zaprezentowano prace jubilerów z Legnicy. I nie był to wybór przypadkowy, bo właśnie w tym mieście od 35 lat odbywa się Legnicki Festiwal SREBRO, zaliczany do jednego z najważniejszych przeglądów współczesnej biżuterii artystycznej w Europie. To już po raz drugi legniccy artyści gościli w Londynie – pierwsza prezentacja ich prac w tym samym miejscu odbyła się na przełomie listopada i grudnia 2015 r.; ówczesna wystawa nosiła tytuł „Natural. Mystic. Avant-gard”.

Legniccy artyści zaprezentowali wyroby do noszenia – często bardzo proste w kształcie, nowoczesne i pomysłowe. Po prostu piękne. Mnie osobiście bardzo podobały się wyroby Sławy Tchórzewskiej – odniosłam wrażenie, że artystkę inspirowało malarstwo Chagalla, przynajmniej jeśli chodzi o koloryt. Jej prace były najbardziej „ornamentacyjne”. Dzieła innych artystów, np. Arka Wolskiego zachwycały prostotą.

Grudniowe spotkanie miało charakter przedświąteczny – dużo gości, w tym wielu członków Stowarzyszenia Polskich Artystów Plastyków (APA), do którego Andrzej Pacak od lat należy. W święto Trzech Króli Galeria Magan ponownie została otwarta dla gości – nie był to wernisaż, ale finissage. Prace uczestników wystawy „Simple and Beautiful” za kilka dni miały wracać do Polski. Patrząc na część opustoszałych gablotek widać było wyraźnie, że dzieła polskich jubilerów cieszyły się powodzeniem. I nic dziwnego, bo większość wyrobów ze srebra, czasem złoconych, nie tylko przyciągała wzrok, ale zachęcała do kupna ze względu na przystępne ceny.

Galeria Magan jest jedną z nielicznych (czy nie jedyną) galerią sztuki w Londynie, która nastawiona jest na prezentowanie prac artystów jubilerów. Nie oznacza to, że ogranicza się jedynie do pozywania biżuterii. Na ścianie wiszą obrazy m.in. Marii Kalety i Włodzimierza Blatona, artystów dobrze znanych z wystaw w POSK-u, a także litewskiego malarza Vladimira Vladimirova.

Zdaję sobie sprawę z tego, że odległy dla mieszkańców Ealingu czy północnego Londynu Tooting, to londyńska „wyspa nieznana”. Jeden z moich złośliwych znajomych za każdym razem, gdy mnie widzi, pyta czy aby pojechać na drugą stronę Tamizy potrzebny jest paszport. A przecież do Galerii Magan to zaledwie dwa przystanki autobusowe od polskiego klubu Orła Białego i polskiego kościoła. Tooting zresztą w ostatnich latach znacznie zmienił swe oblicze, czego najlepszym przykładem jest tamtejszy zadaszony bazar. Jeszcze kilka lat temu kupić tam można było przede wszystkim przysłowiową marchewkę i pietruszkę, a obecnie większość stoisk to małe restauracyjki, sklepiki z wyrobami artystycznymi, starociami i galerie sztyki nowoczesnej. Bazar ten władze lokalne oddały we władanie artystom. Galeria Magan wyraźnie wpisuje się w zachodzące w tej dzielnicy zmiany.

Katarzyna Bzowska

Przeczytaj też

Udostępnij

About Author

Katarzyna Bzowska

komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *