12 stycznia 2018, 10:57 | Autor: Magdalena Grzymkowska
O uchodźcach z księdzem Bartkiem Rajewskim

Nie można być gorliwym katolikiem i sprzeciwiać się miłości bliźniego w potrzebie

 

Nie zgadzam się na wypaczanie Ewangelii i wykorzystywanie do manipulacji. Nie chcę być „katolickim moherem” walczącym z uchodźcami – mówi ks. Bartosz Rajewski, proboszcz polskiej parafii pw. św. Wojciecha na South Kensington w Londynie w rozmowie z Magdaleną Grzymkowską.

Dzień Migranta i Uchodźcy w Kościele katolickim obchodzi się w drugą niedzielę po uroczystości Objawienia Pańskiego, kiedy do Betlejem przybywają mędrcy ze Wschodu…

Opowieść o tej niezwykłej i tajemniczej zarazem wizycie przybyszów ze Wschodu u Nowonarodzonego Króla to obraz bogaty w symbole. Egzotyczni władcy – jeden w podeszłym już wieku, drugi młody i trzeci ciemnoskóry uświadamiają nam, że Bóg przyjmuje wszystkich i – jak głosiło motto tegorocznych „Orszaków Trzech Króli” – Bóg jest dla wszystkich. Jeszcze inaczej widzi owych mędrców znany kaznodzieja – o. Jan Kłoczkowski OP. Mówi, że Kacper symbolizuje sceptyków, ludzi wątpiących, a nawet niewierzących; Melchior – nihilistów, uważających, że życie jest bez sensu; Baltazar – pragnących się zbawić zdobytą wiedzą gnostyków. To świadectwo, że Jezus przyjmuje każdego człowieka, nie pytając go o pochodzenie, wiek, status, zdobyte umiejętności, wykształcenie, poglądy, przynależność partyjną, wyznawaną religię czy kolor skóry. „Wszyscy są córkami i synami Boga” – przypomniał nam w noworocznej homilii prymas Polski abp Wojciech Polak.

W niedzielę w Little Brompton Oratory odbędzie się msza św. w intencji uchodźców. Nie boi się ksiądz, że zostanie potraktowana jak prztyczek w nos radykalnej prawicy?

– Żadne wydarzenie religijne, a zwłaszcza Eucharystia nie może dzielić, antagonizować, czy być „prztyczkiem w nos” dla kogokolwiek. Modlitwa ma łączyć człowieka z Bogiem i z innymi ludźmi. Msza św. ofiarowana w intencji migrantów, uchodźców i wygnańców nie jest moim wymysłem. Formularz takiej Mszy św. jest obecny w Mszale Rzymskim od kilkudziesięciu lat. Przywołuje on słowa szczególnej i niezwykle wymownej modlitwy: „Wszechmogący Boże, dla Ciebie nikt nie jest obcy i nikogo nie pozbawiasz swej pomocy (…) nam daj serca czułe na potrzeby ubogich i przybyszów”. Jest to spełnienie prośby papieża Franciszka, który nieustannie apeluje o taką modlitwę. Pomysł zrodził się w środowisku świeckich i wyszedł od znanej i cenionej Janiny Ochojskiej. Inicjatywę natychmiast wsparł prymas Polski – abp Wojciech Polak oraz wielu innych biskupów, na czele z przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski – abp. Stanisławem Gądeckim. Jest to zatem inicjatywa na wskroś kościelna.

Niemniej Polacy mają negatywne nastawienie do uchodźców…

– Chciałbym podkreślić, że smuci mnie to, że tak wielu moich rodaków uległo manipulacji i zostało zastraszonych, czego skutkiem jest niechęć wobec uchodźców. Smuci mnie to już nawet nie jako księdza, ale przede wszystkim, jako wierzącego człowieka – chrześcijanina. Rozumiem, że nie wszyscy jesteśmy identycznie empatyczni, że nie każdego w takim samym stopniu wzrusza niedola drugiego człowieka, że sytuacja wymaga głębokiej analizy. Wiem, że jest to także problem natury politycznej i gospodarczej. Nie dziwię się, że wielu z nas paraliżuje lęk przed inną kulturą, religią czy odmiennością w ogóle. To niemal nasza narodowa cecha, że jesteśmy nieufni wobec tych, którzy się wyróżniają, niezależnie od tego, czy owo wyróżnianie się ma pozytywne czy negatywne skutki. Zgadzam się, że potrzebna jest skrupulatna kontrola, ocena motywacji i rzeczywistej sytuacji, aby odpowiedzieć sobie na pytanie kogo przyjmujemy. Rozumiem także, że nie dla wszystkich możliwe jest do przyjęcia i pełnego zaakceptowania nauczanie Chrystusa zawarte w Ewangelii. Staram się nie potępiać ludzi rozmiłowanych w rytualnej czystości i wąsko rozumianej pobożności, których nauka Jezusa przyprawia o palpitacje serca.

Nie rozumiem jednak tych, którzy – uważając się za super wierzących – promują nacjonalizm, wypaczają naukę Chrystusa, bez mrugnięcia okiem stwierdzają, że „papież się myli”, występują w roli znawców Koranu, potępiają w czambuł wszystkich muzułmanów, czy też nie potrafią dostrzec, że uchodźcy to nie tylko muzułmanie, ale także uciekający przed prześladowaniami chrześcijanie. Moje zdziwienie jest tym większe, gdy przeciwko przyjmowaniu migrantów wypowiadają się Polacy mieszkający w Wielkiej Brytanii, którzy przecież sami są emigrantami, którzy nierzadko uciekali przed problemami, a nawet dramatami, które spotkały ich w Polsce.

Dlaczego temat uchodźców wzbudza tyle emocji również wśród gorliwych katolików? Z czego wynika ten lęk chrześcijan przed wyznawcami innych religii?

– Przede wszystkim to się całkowicie wyklucza – nie można być gorliwym katolikiem, uczniem Chrystusa i jednocześnie sprzeciwiać się miłości bliźniego, zwłaszcza bliźniego w potrzebie. Prawdą jest, że nasza empatia jest stronnicza. Jednak kształtując życie według zasad proponowanych przez Ewangelię, obiektywizujemy naszą empatię. Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy wierzący są w stanie podążać radykalnie za tym, do czego wzywa nas Ewangelia. Sam wiele razy, w moich codziennych wyborach i decyzjach nie potrafię sprostać ewangelicznemu radykalizmowi. Nie zgadzam się jednak na wypaczanie tej nauki, dewaluowanie jej i wykorzystywanie do manipulacji. Nie chcę być „katolickim moherem” walczącym z uchodźcami. Powtórzę to, co wiele razy już mówiłem: wolę stracić życie z ręki potrzebującego muzułmanina (lub kogokolwiek) na ziemi, ponieważ mu pomogłem, niż stracić życie wieczne, ponieważ odmówiłem pomocy i miłości człowiekowi w potrzebie. A sam lęk przed innym wynika z nieznajomości tego innego. Społeczeństwo polskie jest monolitem. Przeciętny Polak na co dzień raczej nie spotyka się z przedstawicielami innych kultur czy religii. Czerpie zatem swoją wiedzę z mediów, z których płynie propagandowy przekaz, że uchodźcy to młodzi mężczyźni w sile wieku, z najnowszymi smartfonami w rękach, którzy przybywają nam zgotować piekło i zniszczyć naszą cywilizację. Tymczasem papież Franciszek w „Orędziu na Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy 2018” napomina, że „ci, którzy podsycają strach przed migrantami, być może w celach politycznych, zamiast budować pokój, sieją przemoc, dyskryminację rasową oraz ksenofobię, które są źródłem wielkiego niepokoju dla tych wszystkich, którym leży na sercu ochrona każdego człowieka”. Słowa papieża powtórzył także prymas Polski w swojej noworocznej homilii.

Wykorzystywanie jednostkowych wypadków przemocy i utożsamianie terroru z losem imigrantów i poszerzanie wrogości na całe grupy i społeczności nosi wyraźne znamię propagandy. Prymas senior abp Henryk Muszyński wprost mówi, że przez to stajemy się niewiarygodni jako partnerzy dialogu, ludzie, a nade wszystko jako chrześcijanie. To smutne.

W jaki sposób w codziennym życiu przeciętny katolik jest w stanie pomóc uchodźcom?

– Najprostszym, ale bardzo skutecznym i potrzebnym sposobem pomocy imigrantom jest nasza codzienna modlitwa w ich intencji oraz w intencji tych wszystkich, od których zależy ich los, także w intencji sprawujących władzę w naszym kraju.

Kolejną opcją jest okazanie finansowego wsparcia organizacjom niosącym pomoc naszym siostrom i braciom, którzy musieli opuścić swoje domy i swoją ojczyznę. Warto wspomnieć formę pomocy, jaką proponuje nam „Caritas” w ramach akcji „Rodzina rodzinie”. Nie jest to trudne i czasochłonne. Wypełniamy deklarację pomocy finansowej dla konkretnej potrzebującej rodziny na okres 6 miesięcy. Sami wybieramy kwotę, jaką chcemy wesprzeć tę rodzinę, a którą co miesiąc będziemy wpłacać na wskazane konto. Możemy też złożyć deklarację jako rodzina, parafia, diecezja, wspólnota, firma. Informacje na ten temat znajdziemy na stronie internetowej: www.rodzinarodzinie.caritas.pl.

Nie sposób nie wspomnieć tutaj o najnowszych inicjatywach, które w ostatnim czasie zrodziły się w Watykanie. Pierwsza z nich to globalny pakt na rzecz migracji i globalny pakt na rzecz uchodźców. Jest to program przygotowywany przez ONZ, w który – z bardzo konkretnymi propozycjami dwudziestu punktów pastoralnego podejścia do migrantów i uchodźców – włączyła się Stolica Apostolska. Przede wszystkim wybrzmiewają tam cztery słowa, które padły już w „Orędziu na Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy 2018”: przyjęcie, ochrona, promocja i integracja. Dwadzieścia punktów przygotowanych przez Stolicę Apostolską będzie sugestią dla episkopatów na całym świecie i pomocą w budowaniu duszpasterskich programów opieki nad uchodźcami.

Trzeba przypomnieć o rozpoczętej 27 września papieskiej inicjatywie „Share the Journey”, która zachęca do wysłuchania migrantów, mówiących o swoich losach i przyczynach ucieczki. Jest to klucz do zrozumienia wyzwań i potrzeb osób, które przybywają do Europy. Mamy zatem bardziej niż w przekazy propagandowych mediów, wsłuchać się w człowieka, migranta i uchodźcę. W człowieka, który z różnych powodów jest zmuszony do ucieczki z domu, który szuka schronienia i normalnego życia. Ta akcja Caritas Internationalis, Caritas Europa i Caritas poszczególnych krajów, w którą włącza się papież Franciszek, jest apelem, by właśnie z takim podejściem pomagać uchodźcom.

Niewątpliwą formą pomocy uchodźcom jest także przeciwstawienia się propagandzie i dezinformacji. Rozmowa i uświadamianie tych wszystkich, którzy ulegli manipulacji jest naszym nie tylko chrześcijańskim, ale ludzkim obowiązkiem. Warto zatem promować to, co mówi Kościół w Polsce np. o korytarzach humanitarnych. To projekt bezpieczny zarówno dla poszukujących pomocy, jak i dla tych, którzy ją oferują. Ten program z jednej strony gwarantuje bezpieczeństwo i legalność dotarcia ludzi, których życie jest zagrożone, ale też gwarantuje, że nie będziemy naiwni, że nie będziemy ulegać zbyt uproszczonej wizji miłosierdzia. W praktyce oznacza to tyle, że nie przyjmujemy wszystkich imigrantów „na hura”, ale jedynie tych, którzy spełniają wypracowane przez nas kryteria – np. dzieci pilnie wymagające hospitalizacji i leczenia. Ponadto w tym projekcie polskie władze mają pełne prawo kontrolowania i stawiania warunków tym, którym gotowi jesteśmy użyczyć schronienia. Jestem przekonany, że wielu Polaków, mimo wspomnianej propagandy, gotowych byłoby pomóc matkom, dzieciom i osobom starszym, które uciekają przed wojną i przemocą.

A co z pomaganiem „na miejscu”, o którym tak często słyszymy z ust rządzących?

– To niezwykle skuteczna forma pomocy, jaką Polacy świadczą na Bliskim Wschodzie. Nie może ona jednak zwalniać nas z refleksji na temat tego, jak skutecznie pomóc tym, którzy z różnych względów są zmuszeni do opuszczenia swojego kraju i ten kraj już opuścili. Nie może nas zwolnić z niesienia pomocy tym, którzy stoją u naszych granic i czekają na nasze wsparcie. Polski rząd decyzję o nieprzyjmowaniu uchodźców z Afryki Północnej łagodzi i usprawiedliwia naszym rzekomym wyjątkowym zaangażowaniem w pomoc Syryjczykom na miejscu. Nie znajduje to potwierdzenia w faktach. Jesteśmy na szarym końcu darczyńców, a stać nas na zdecydowanie więcej. Z raportu ONZ dotyczącego donorów programów humanitarnych w tamtym rejonie świata wynika, że nasze wsparcie jest na poziomie 0,1 proc. całej pomocy. Z opublikowanego przez Helsińską Fundację Praw Człowieka raportu FTS (Financial Tracking Service) za rok 2017 wynika, że na liście 81 darczyńców jesteśmy na 40. miejscu. W programach pomocowych UN OCHA dla Syrii przeznaczyliśmy sumę blisko 1,7 mln dol. (prawie 6 mln zł). Dla porównania Wielka Brytania przekazała 158 mln dol., a Niemcy – 329 mln dol. Takie są fakty.

Polska parafia na South Kensington w Londynie jest wspólnotą ludzi wierzących, wątpiących i poszukujących. To wspólnota Kościoła, ale też „dziedziniec pogan” – takie zadnie przeczytamy w opisie parafii na Facebooku.

– To zdanie, które ma charakteryzować i – jak ufam – charakteryzuje naszą małą wspólnotę, zrodziło się z inspiracji słowami papieża Benedykta XVI. Dziedziniec pogan jest bowiem inicjatywą ewangelizacyjną Benedykta XVI. Polega na spotkaniu ludzi z różnych środowisk, zarówno wierzących, wątpiących, niewierzących i odpowiadaniu na ich pytania dotyczące Boga i świata.

Po mszy św. w niedzielę 14 stycznia odbędzie się nabożeństwo do św. Ojca Pio, połączone z ucałowaniem jego relikwii. To nie jedyne relikwie, jakie znajdują się w parafii św. Wojciecha…

– Wciąż jeszcze niewiele osób wie, że w naszej parafii znajdują się cenne relikwie św. Charbela i innych świętych Kościoła. Te informacje roznoszą się „pocztą pantoflową”. Ktoś komuś powiedział, że był, że widział, że słyszał. Są takie niedziele, że przyjeżdża kilka czy kilkanaście osób, czasem całe rodziny z Londynu i innych miast Wielkiej Brytanii, a nawet z Polski. Przyjeżdżają chorzy, ich bliscy. Nigdy nie zapomnę ojca, który swoją chorą kilkuletnią córkę przyniósł na rękach i klęczał tak z nią przed św. Charbelem, a z oczu płynęły mu łzy. Czasem ci ludzie wracają i opowiadają, że nagle znalazł się dawca szpiku dla chorego dziecka, choć wcześniejsze wielomiesięczne poszukiwania nie przynosiły efektu; że udała się operacja, której powodzenie było niewielkie, że córka jest w ciąży, choć lekarze twierdzili, że to zupełnie niemożliwe. Nie zapomnę rodziców, którzy modlili się przy relikwiach św. Charbela. Lekarze dawali pięć procent szans na przeżycie ich dwumiesięcznemu dziecku. Następnego dnia dzwoniła do mnie przeszczęśliwa matka, mówiąc o szoku lekarzy. Okazało się bowiem, że choroba całkowicie ustąpiła. Takich cudownych lokalnych sytuacji stale przybywa.

W poszczególne niedziele miesiąca o godzinie 18.30 odbywają się nabożeństwa do naszych Świętych Patronów: św. Wojciecha, św. Ojca Pio, św. Charbela i św. Faustyny połączone z ucałowaniem relikwii. Można także zamawiać intencje mszalne za wstawiennictwem wspomnianych Świętych.

Tego samego dnia odbywa się kolejny finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Czy parafia dołącza się do londyńskiego sztabu WOŚP?

– Każdego roku angażujemy się w to chwalebne dzieło. W sztabie są przedstawiciele naszej Rady Parafialnej, a parafianie pośród wolontariuszy. W ubiegłym roku przekazaliśmy na aukcję poduszkę papieża Franciszka, której używał w samolocie podczas podróży do Polski. W tym roku chcemy przekazać parasol papieża. Trzymamy kciuki, żeby dotarł na czas, gdyż trochę późno został wysłany. Przedmioty te przekazuje abp Konrad Krajewski fundacjom Szymona Hołowni – „Kasisi” i „Dobra Fabryka”, z którymi współpracujemy. Dalej Szymon przekazuje te „gadżety” naszej parafii, a my ofiarujemy je WOŚP. Taki łańcuch dobroci i chrześcijańskiej miłości.

Przeczytaj też

Udostępnij

About Author

Magdalena Grzymkowska

komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *