Instagram Детейлинг go Facebook Автостудия Глянец see 09 stycznia 2018, 09:15
48 godzin dla Polski

Facebook Детейлинг Książkę Stanisława Wasylewskiego „Życie polskie w XIX wieku” dostałam w prezencie na któreś urodziny, gdy chodziłam jeszcze do szkoły. Było to inne, nie szkolne, spojrzenie na historię. Nie tylko daty, wielkie postacie, kolejne przegrane powstania, ale też budowanie na polskich ziemiach podstaw nowoczesnego przemysłu, no i – co najważniejsze – życie codzienne tamtego czasu. Wiek XIX bardziej przybliżyło mi omawianie „Ubiorów – przyborów –amuletów” niż rozważania o Hotelu Lamert i jego przeciwnikach, co pasjonowało mojego nauczyciela historii. Jak sam autor przyznaje, jego ambicją „było zawsze gromadzenie kamyczków-realiów składających obraz potocznego życia”.

Instagram Автостудия Глянец visit

Dlaczego przypominam tę książkę właśnie teraz? Otóż tuż przed świętami Bożego Narodzenia czekał na mnie w redakcji „Tygodnia Polskiego” prezent – najnowsza książka Pawła Chojnackiego „Kresy polskiego Londynu. Społeczność emigracyjna w dzielnicach Bromley, Bexley i Greenwich w drugiej połowie XX wieku”. Na tytułowej stronie miła dedykacja. Choć wydrukowana została pod koniec 2017 r. to nosi przyszłościową datę wydania – rok 2018. Choćby z tego powodu, zasługuje na omówienie jej tuż po Nowym Roku.

Chojnacki ma podobne do Wasylewskiego podejście do historii, w tym do historii emigracji. Stara się spojrzeć na nią nie tylko z punktu widzenia działań elit, czy wielkich politycznych sporów, ale z perspektywy codziennego życia przeciętnego emigranta. Emigranta zaangażowanego społecznie – dodajmy. Historyk z wykształcenia, doktor filozofii z zakresu historii społecznej University College London – SSEES wspólnie z żoną prowadzi Pracownię „Małe Dzieje”, zajmującą się badaniem społeczności lokalnych. W 2006 r. ukazała się jego książka zatytułowana „Gmina Polska Zachodniego Londynu, 1959-1976-2003”. Obecny tom jest w pewnym sensie kontynuacją tamtej pracy. A londyńskie kresy? Otóż, jak zaznacza, „Społeczność zamieszkująca londyńskie dzielnice South-East należała do skupisk emigracyjnych najbardziej oddalonych od uchodźczego centrum. Nieco peryferyjny i podmiejski charakter regionu wzmacniał poczucie oddalenia. Kresy… Pionierzy, obrońcy i rycerze. Najbardziej wysunięte ‘stanice’ Polskiego Londynu”.

„To prawda! Nie było drugiego wielkiego narodu w Europie w podobnie potwornej sytuacji, ale też i nie było drugiego, który by tak sobie nie umiał dać rady z organizacją opinii publicznej świata na swą korzyść. Polacy na emigracji nie szczędzili grosza, zabiegów różnostronnych i wpływów, czyniła to jednak drobna mniejszość, mająca przeciw sobie połowę co najmniej społeczeństwa na emigracji i w kraju. […] …część narodu zamiast pieniędzy rzucała na szalę intrygi, podkopy, komeraże. Gorszący był widok tych rozgrywek na oczach wszystkich stolic Europy. I jedni, i drudzy nie raczyli pojąć, że sobie najwięcej szkodzą w opinii sfer decydujących, miarodajnych”.

Nie jest to komentarz omawiający skutki sporu między obozem prezydenckim, a skupionym wokół Rady Trzech. W ten sposób Stanisław Wasylewski opisywał to, co działo się w Paryżu po upadku powstania listopadowego, gdy stał się on głównym ośrodkiem politycznym Wielkiej Emigracji.

Moje skojarzenia z tamtą epoką nie są nieuzasadnione. Paweł Chojnacki zaczyna swą książkę od stwierdzenia, że emigracja jest najwyższą ceną, jaką przychodzi zapłacić za zachowanie wolności. Bo emigracja jest „absolutnie nieprzewidywalna zarówno w zakresie życiowych konsekwencji, własnej odporności psychicznej na rozłąkę z krajem, jak i brak wyobraźni nieogarniającej możliwości długiego trwania wychodźstwa, właściwie bezkresnego. Czyż można wyobrazić sobie rzeczywistość niewyobrażalną, zupełnie nową, niewspartą żadnym doświadczeniem?”. Fragment w cudzysłowach to nie słowa autora, opisujące sytuacje Polaków, którzy znaleźli się w Wielkiej Brytanii po drugiej wojnie światowej, a cytat z książki Aliny Witkowskiej „Cześć i skandale. O emigracyjnym doświadczeniu Polaków”, a poświęcona jest tułaczom (tego terminu używa Wasylewski), którzy znaleźli schronienie i budowali swe nowe życie w Paryżu w pierwszej połowie XIX w. Właśnie od tego cytatu Chojnacki zaczyna swoją opowieść.
Książka Chojnackiego o skandalach nie mówi. To kronika Polskiego Ośrodka Brockley-Lewisham, kronika szczegółowa, oparta na dokumentach, ale też relacjach uczestników wydarzeń, obejmująca lata od powstania parafii do roku 2007. Niestety, ostatnie dziesięciolecie opisane jest bardzo pobieżnie i to głównie w posłowiu autorstwa Pawła Dokurno, który wyraża nadzieję, że być może w przyszłości ktoś sporządzi kronikę tej ostatniej dekady. Wydana obecnie książka miała powstać znacznie wcześniej, ale jak to często bywa życie się skomplikowało i inne sprawy stały się ważniejsze. Ukazuje się obecnie i nie bez powodu – w 2018 r. przypada 55 rocznica powstania Polskiego Ośrodka Lewisham, choć pierwsze zręby działalności Polaków osiadłych w tej części Londynu datują się od 1951 r. za sprawą ks. ks. Adama Wróbla. Opisana jest działalność szkoły sobotniej im. Adama Mickiewicza, harcerstwa, problemy z kupnem własnego domu, pierwszego, a później – drugiego), Kasy Samopomocy, działalność charytatywna, a także powstanie zespołu „Młody Niemien” – „Karolinka. Życie towarzyskie wspólnoty – imprezy okolicznościowe, jubileusze, igrzyska sportowe nie odbyłyby się gdyby nie działalność Koła Pań. Wszystko to uzupełnione jest licznymi zdjęciami, niestety, czarno-białymi oraz kopiami dokumentów. Książka napisana jest zgodnie w wymaganiami warsztatowymi historyka, a więc zawiera aparat bibliograficzny i źródłowy. Nie jest to jednak nudna naukowa, bo przeznaczona dla szerszego grona czytelników zawiera wiele relacji bezpośrednich uczestników lokalnych wydarzeń, którym nie spędzał snu z oczu spory emigracyjnego establishmentu.
Jak większość Polaków w Wielkiej Brytanii, także mieszkańcy londyńskich kresów dzielili swój czas na codzienne życie w angielskim otoczeniu i działalność społeczną w polskim środowisku. Na tę ostatnią poświęcali czas od piątku wieczorem do niedzieli wieczorem. Było to 48 godzin dla Polski.
Takich „kresów” na mapie Wielkiej Brytanii jest więcej. Tworzyły one ogromny polski archipelag w brytyjskim otoczeniu. Dobrze byłoby, aby te „małe Polski” znalazły swoich kronikarzy, takich jak Paweł Chojnacki. Sądząc z jego licznych artykułów na łamach „Tygodnia” w przygotowaniu jest kolejna publikacja. Na jaki temat?

Katarzyna Bzowska

Przeczytaj też

Udostępnij

About Author

Katarzyna Bzowska

komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *