24 listopada 2017, 12:16 | Autor: Wiktor Moszczyński
Uwaga, idzie kobieta!

 

W roku 2014 młoda Soshana Roberts przechadzała się ulicami Manhattanu przez 10 godzin a przed nią szedł kolega, który przez dziurę w koszuli na plecach potajemnie filmował jej otoczenie. W czasie jej wyprawy mężczyźni zaczepiali ją 108 razy. Ubrana była sugestywnie, ale nie wyzywająco, w T shircie i w jeansach. Wyraz jej twarzy był poważny, ani razu nie odezwała się i nie reagowała na jakąkolwiek uwagę czy akcję. A formy zaczepiania były przeróżne. Od bardzo niewinnych życzeń dobrego dnia i równie niewinnych lecz nieproszonych komplementów, przez gwizdy i seksualne komentarze, aż do osób proszących ją natrętnie o spotkanie, a wreszcie jednego wysokiego osobnika o rozwiniętych barach, który w milczeniu dotrzymywał jej kroku przez przeszło 5 minut. Był to eksperyment wykonany przez organizację charytatywną Hollaback zajmującą się dokuczliwym publicznym zachowaniem mężczyzn wobec kobiet. Film zrobił furorę na kanale YouTube.

Każdy szanujący się mężczyzna przyglądający się temu filmowi odczułby na moment zawstydzenie z powodu takiego zachowania ze strony osobników swojej płci, a może nawet zastanawiałby się czy sam kiedyś choćby myślą, jeśli nie mową czy uczynkiem, popełnił takie wykroczenie wobec kobiety, choćby sprośną uwagą albo nieproszonym komplementem. Na pewno teraz dopiero odczuł jak to wygląda z punktu widzenia młodej kobiety samotnej na ulicach wielkiego miasta.

Oczywiście wielu mężczyzn pozwalało sobie na poważniejsze przekroczenia wobec kobiet niż w większości niewinnych zaczepek na ulicy. Parę lat temu Dominique Strauss-Khan, socjalistyczny kandydat na prezydenta Francji, został zatrzymany po oskarżeniu przez pokojówkę hotelową o sugestywne seksualne zachowanie, co doprowadziło do szeregu poważniejszych skarg o napastliwym molestowaniu, a nawet gwałcie, przez dziennikarki i wolontariuszki partyjne we Francji. Okazało się że ten potencjalny mąż stanu traktował kobiety jako przedmiot dla swojej własnej przyjemności, nie licząc się zupełnie z ich wrażliwością na jego grubiańskie zapędy. W każdym razie ten szereg skandali zakończył jego karierę polityczną.

Jeszcze większe trzęsienie ziemi spowodowały oskarżenia, które ujawnione zostały dopiero w tym roku o stałym upokarzaniu ambitnych aktorek, reżyserek i scenografek przez przeszło 20 lat przez właściciela Miramaxu, Harveya Weinsteina. Zapraszał na spotkania, niby związane z ich zawodem, które zamieniały się na potencjalne oferty zatrudnienia w zamian za usługi natury seksualnej. Tym które odmówiły podobnej oferty, nie tylko zagroził zniszczeniem kariery, ale jeszcze założył specjalną agencję złożoną z byłych agentów Mossadu, aby tropić i rozpracować te „niepokorne” kobiety, używając szantażu pod adresem ich rodzin, aby zatrzymały w tajemnicy zachowanie Weinsteina. Po czasie (na zasadzie: „ja też”) aktorka po aktorce, łącznie z gwiazdami jak Angelina Jolie i Jennifer Lawrence, złożyły oświadczenia nie tylko o molestowaniu i nieprzyzwoitych ofertach, ale również o gwałtach. Okazało się, że przeszło 100 kobiet ze świata Hollywoodu było ofiarami jego lubieżności, ale paniczny lęk przed brutalnym zachowaniem i mściwością tego filmowego magnata zapewniał mu zmowę milczenia na temat jego wyuzdanego zachowania. Dopiero odwaga tych pierwszych kobiet umożliwiła rozpoczęcie całego strumienia oskarżeń i komentarzy publicznych w prasie i w mediach społecznych, które wreszcie położyły kres jego wszechwładzy i doprowadziły do stracenia przez niego wszystkich jego dyrektorskich stanowisk we własnej firmie, oraz odebranie mu tytułu szlacheckiego w Wielkiej Brytanii.

Ten strumień oskarżeń i komentarzy wnet zamienił się w kaskadę i objął inne postacie, najpierw w Hollywoodzie, a potem w innych krajach zachodnich, zarówno w świecie filmowym, teatralnym a ostatecznie i w polityce. W Wielkiej Brytanii ofiarą tych oskarżeń, zresztą bardzo poważnych, bo obejmujący molestowanie młodych chłopców, padł Amerykanin, Kevin Spacey, były dyrektor szekspirowskiego Old Vic Theatre. Spacey otrzymał poprzednio dwa Oscary i występował w popularnym serialu politycznym „House of Cards”. Teraz wstrzymano kręcenie serialu a producent Netflix stara się znaleźć innego aktora, równie zdolnego, aby Spaceya zastąpić. Również zatrzymano produkcję filmu Ridleya Scotta „Wszystkie pieniądze świata”, który był już prawie gotowy, a w którym Spacey był gwiazdą, sprowadzono nowego aktora do głównej roli i nagrywane są ponownie sceny, w których poprzednio grał Spacey, ale już bez niego. Reakcja wobec Spaceya była powszechna i brutalna (opuścił go nawet agent), ale trzeba przyznać, że na to zasługiwał.

Ta sama kaskada trafiła na polityków brytyjskich. Labour Party miała problem z niewybrednym zachowaniem paru posłów. Wypłynęła nawet sprawa zgwałcenia jednej z działaczek partii przez kogoś na wyższym stanowisku. Sprawą miała się zająć policja. Chronologicznie jednak, pierwszy poleciał minister obrony Sir Michael Fallon. Z początku chodziło o stosunkowo trywialną sprawę położenia ręki na kolanie dziennikarki czternaście lat temu. Lecz potem okazało się, że miał cięższe przewinienia, robiąc różne lubieżne uwagi i dotykając inne części ciała kobiet. Najbardziej na niego obrażona była rywalka polityczna Theresy May, Angela Leadsom. Ta stwierdziła że kiedyś, gdy narzekała w rozmowie że ma zimne ręce, minister zasugerował jej żeby „włożyła ręce tam gdzie ma ciepłe miejsce”. Niektórzy komentatorzy męscy byli zdziwieni, że taka żartobliwa wypowiedź mogłaby by być uważana za obraźliwą… Pod obstrzałem jest również wicepremier Damian Green za zbyt lekkomyślne komentarze. Najbardziej zaskoczyła jednak wypowiedź posłanki brytyjskiej, która stwierdziła, że aby uniknąć obrażania kobiet pracownicy w biurze nie powinni przekomarzać się wzajemnie, tylko pracować. Byłaby to jakby zapowiedź nowej ery purytańskiej pozbawionej humoru i rozrywek.

Kto komu? To jest tu istotną kwestią tego problemu. Nie chodzi tu o lubieżność męską. W końcu kobiety też mogą być lubieżne. Jest to częścią codziennego współżycia męsko damskiego. Kobiety szczycą się że od sześćdziesiątych ubiegłego wieku mogą swobodnie rozwijać swoją wyzwoloną seksualność bez interwencji męskiej. Dziś jednak chodzi tu nie o seks czy sprośny humor, ale o nadużycie władzy przez mężczyznę ze względu na jego stanowisko i możność patronatu. I w państwach zachodnich dobrze to zrozumiano. W Szwecji, oskarżony w obliczu licznych wypowiedzi w Facebooku poszkodowanych kobiet, wybitny dziennikarz musiał się poddać do dymisji. Jedna pracowniczka Parlamentu Europejskiego w Brukseli zanotowała 420 incydentów molestowania seksualnego w okresie trzech lat pracy. We Francji powstał popularny wątek na Facebooku pt. „BalanceTonPorc”, do którego dopisało się 50 tys. kobiet w ciągu jednego dnia. Zarówno prezydent Macron, jak i Theresa May, mają zamiar wprowadzić radykalniejsze rozwiązania prawne i zwyczajowe w sprawie molestowania. Prezydent Trump nie widzi takiej potrzeby.

A w Polsce? W Polsce dziennikarze nowej elity post-dobrozmianowej już wiedzą co mają powiedzieć. Marcin Wolski pisze w „Gazecie Polskiej” że „chcąc wykluczyć element kokieterii, należałoby wszystkie niewiasty odziać w burki”. Po czym winę za to że Weinstein tak się zachował, zwalił na kobiety, pytając ile „osobiście zgłosiło się do niego z seksualną ofertą, ile nagabywało, marząc o roli, a on, słaby samiec, ulegał”. Piotr Skwieciński w swoim felietonie potępia zwolenników „lewackiej akcji, która jest wykwitem ideologii radykalnie lewicowo-liberalnej, i służy…  zastraszeniu wszystkich mężczyzn i wtrąceniu ich w poczucie winy”. To są wypowiedzi asów prasy w kraju gdzie rząd odmawiał podpisania konwencji antyprzemocowej, bo „to uderza w rodzinę”, a w Sejmie jest propozycja zakazania antykoncepcji awaryjnej, bo kobiety „będą łykać jak cukierki”.

W Polsce Centrum Praw Kobiet już od początku obecnych rządów straciło rządowe dotacje, a obecnie po ostatnich demonstracjach kobiet w obronie swoich praw, policja skonfiskowała im komputery i wydrukowaną dokumentację. Niestety w tym wypadku żelazna kurtyna znowu zapadła między Polską a zachodnią Europą, ale w kształcie wielkiego żelaznego pasa cnoty.

Wiktor Moszczyński

 

Przeczytaj też

Udostępnij

About Author

Wiktor Moszczyński

komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *