30 października 2017, 15:07 | Autor: admin
W kraju uczciwych ludzi

„Dotarłem do Niansogoni, opisanej w przewodnikach jako „le bout du monde” – koniec świata. Faktycznie trudno o bardziej odludne miejsce w Burkinie. Wioska leży ok. 25 km na zachód od granicy z Mali i w podobnej odległości na północ od Wybrzeża Kości Słoniowej. Dalej nie ma już żadnych bitych dróg. To najodleglejszy zakątek, w jakim znalazłem się w tej podróży. Ponieważ do Niansogoni nie dociera transport publiczny, dogadałem się z moim znajomym rastafarianinem, by podrzucił mnie tu z Banfory na motorze. Przebycie ok. 80 km drogą piątej klasy, wyboistą i zapiaszczoną, zajęło nam ok. 2,5 godziny. Jadąc, mijaliśmy piękne wzgórza, więc choć trzęsło, podróż nie była aż tak męcząca. Sibiri musiał wracać do domu, uzgodniliśmy więc, że przyjedzie po mnie za kilka dni. Oczywiście nie mam pewności, czy się zjawi, ale przecież bez pozytywnego nastawienia nie ma co myśleć o podróżowaniu. (…)

Nie ma tu innych turystów, co oznacza, że jestem jedynym le Blanc, czyli białym (a może „obcym”?), w tym odległym zakątku Burkiny. Gdyby na kempingu zjawili się jacyś goście, będę musiał ich przyjąć. Zasypiając, wsłuchuję się w dźwięki nocy. Słyszę nawoływania jakichś zwierząt, głosy ludzi w wiosce, a z dala warkot motoru. Wszystko to tworzy specjalny nastrój. Do tego gwiazdy, wspaniale widoczne na niezmąconym światłami niebie. To jest to! To właśnie ten kraniec świata, gdzie jestem i gdzie chciałem przyjechać.”

Fragment książki, który Dominik przeczytał w czasie wieczoru autorskiego.

 

Na South Kensington w Londynie, w Holy Trinity Church w pobliżu Royal Albert Hall odbyła się promocja książki Dominika Siedleckiego „Le Blanc w Burkinie”. „Tydzień Polski” miał patronat nad tym wydarzeniem, a rozmowę z autorem w języku angielskim poprowadziła Magdalena Grzymkowska.

– Ten wieczór autorski odbywa się w kościele nie bez przyczyny. Religia w kraju, który opisuję, jest bardzo ważnym elementem kultury – choć dominującym wyznaniem jest islam, to dużą rolę odgrywa także chrześcijaństwo, animizm i tradycyjne wierzenia – zaznaczył na wstępie autor.

– Każda świątynia jest też miejscem zadumy, refleksji i dążenia do poszukiwania siebie, a również po części o tym jest moja książka – dodał.

Fot. Gosia Skibińska/bowarto.org.uk

Autentycznością walczyć z ignorancją

Podróżowanie to dla każdego trochę coś innego. Dla wielu to po prostu wczasy nad basenem, dla innych turystyczna wycieczka z przewodnikiem w ręku i listą, na której odhaczają kolejne atrakcje. Są jednak osoby, takie jak Dominik Siedlecki, dla których najważniejsi w ich wyprawach są spotykani po drodze ludzie– ich troski i problemy, codzienne radości, marzenia.

– Ile z Was wiedziało cokolwiek wcześniej o Burkinie Faso? – zapytał na początku spotkania Dominik. Wśród blisko stu uczestników wieczoru autorskiego podniosło się kilka rąk.

Gnany ciekawością świata Dominik nie chciał jechać do wyeksploatowanych przez biura podróży wakacyjnych destynacji. Szukał miejsca, o którym niewiele wie, aby móc na własnej skórze doświadczyć realiów życia w danym kraju, bez uprzedzeń lub mylnych oczekiwań. Padło na Burkinę Faso.

Jest to relatywnie nieduże państwo w zachodniej Afryce, była kolonia francuska. Niegdyś zwana była Górną Woltą (Republique du Haute-Volta), od nazwy głównej rzeki, która przepływa przez ten kraj. W 1984 prezydent kraju Thomas Sankara wprowadził nazwę, która w językach mossi i diula, będących głównymi rdzennymi językami, oznacza „kraj uczciwych ludzi”.

– Mało znany kraj w Afryce, bez luksusowych hoteli, bez masy turystów – pomyślałem: „Fantastycznie! Jadę!” – mówił z uśmiechem Dominik.

– Afryka to duży kontynent. Kiedy myślimy o Afryce, prawdopodobnie nasze pierwsze skojarzenia będzie to pustynia, wielbłądy czy piramida Cheopsa. Mało z nas miało szansę głębsze poznanie i zrozumienie tej części świata. A mi bardzo na tym zależało, żeby zobaczyć ją na własne oczy – wspominał Dominik.

Fot. Gosia Skibińska/bowarto.org.uk

To było świadoma decyzja, że wybrał kraj francuskojęzyczny. W końcu znając biegle ten język (podobnie jak pięć innych), nie obawiał się bariery komunikacyjnej.

– I o ile zauważyłem, że Francuzi znają ten kraj, Polacy mniej więcej zlokalizować go na mapie, to Brytyjczycy, już niekoniecznie – zauważył Dominik.

Już na lotnisku spotkał się zupełnym brakiem wiedzy na temat Burkiny Faso, gdyż prawie nikt nie wiedział, gdzie znajduje się miasto, do którego zmierza. A przecież Wagadugu (Ouagadougou), stolica kraju, to ponad 2-milionowa metropolia – większa od Warszawy.

Na polskim, jak również i angielskim rynku wydawniczym nie ma wiele pozycji na temat tego kraju. I choć od początku tego nie planował – postanowił wydać książkę na podstawie sporządzonych przez siebie zapisków.

– Notatki robiłem z myślą o sobie, bo tyle się działo, że nie chciałem, aby mojej pamięci umknął choćby najmniejszy detal. Pomysł na wydanie książki pojawił się później, jednak postanowiłem nie zmieniać nic, nie upiększać, nie koloryzować, aby nie zatracić autentyzmu. Chciałem aby ta książka była szczerym, nieudawanym zapisem przeżyć i emocji, jakich wówczas doświadczałem – akcentował Dominik.

 

Biedacy w łachmanach? Nie w Burkinie

Mimo że Burkina Faso jest czwartym w Afryce producentem złota (po RPA, Mali i Ghanie), to ONZ zalicza ten kraj do grupy jednych z najsłabiej rozwiniętych państwa świata. Uprawa ziemi – głównie orzeszków ziemnych i bawełny – oraz hodowla zwierząt wytwarzają 32% produktu krajowego brutto. Poziom życia przeciętnego człowieka jest bardzo niski, a średnia długość życia nie przekracza 50 lat.

Fot. Gosia Skibińska/bowarto.org.uk

– Widziałem o tym, jadąc do Burkina Faso. Zaskoczeniem było dla mnie, gdy nie zobaczyłem biednych, brudnych ludzi w łachmanach. Nic podobnego! Mieszkańcy może są ubrani skromnie, ale schludnie. Dzieci są czyste, śmieją się i bawią, jak to dzieci. Ludzie są serdeczni i życzliwi, chętnie się dzielą tym, co mają, mimo że mają tak niewiele. To było uderzające, jak potrafią się cieszyć życiem, bez tych wszystkich udogodnień, które mają dziś ludzie Zachodu – podkreślał Dominik.

Podróżnik z wielkim szacunkiem i ufnością podchodzi do tubylców, dzięki czemu zapraszają go do swoich domów, do udziału rytualnych obrzędach i obserwacji ich życia codziennego. Dlatego też poszczególne rozdziały książki noszą tytuły pochodzące od nazw poszczególnych ludów.

– Nawet przez chwilę nie poczułem, żeby coś mi zagrażało. W ogóle nie bałem się o swoje bezpieczeństwo czy o swoje rzeczy. W pewnym momencie poczułem się tam jak u siebie – zaznaczył.

Dominik jak rasowy fotoreporter nie przepuścił również okazji, aby uchwycić w kadrze piękne, rozpromienione uśmiechem twarze. Widać w nich, ile serca włożył w ich wykonanie, a niemal z każdym wiąże się historia, która nadaje się na oddzielne opowiadanie.

Jak zaznaczył jego najbardziej poruszającą przygodą była wizyta w szkole podstawowej.

–Na początku chciałem tylko gdzieś z tyłu obserwować prowadzone lekcje, jednak gdy rozniosła się wieść, że mojej obecności, dzieciaki nie mogły usiedzieć na miejscu. Przed wyjazdem ktoś mi polecił, abym zabrał ze sobą jednorazowy aparat fotograficzny. Okazało się, że był tak staromodny, że dzieci nie umiały go obsługiwać! Zamieniłem się więc na jakiś czas w nauczyciela fotografii, a potem każdy uczeń po kolei robił sobie nim zdjęcie – opowiadał. Fotografie stanowią kolaż kolorowych pełnych radości zdjęć uczniów, które można zobaczyć na kilku stronach książki.

Jednak nie każdy chce, tak jak Dominik, zasmakować prawdziwego aromatu Burkiny Faso. Na swojej drodze spotkał ludzi, którzy przyjechali na wczasy all-inclusive i nie wychylali nosa poza hotele. Mieli też zupełnie odmienne wrażenia z pobytu.

– Ten wyjazd wiele mnie nauczył. Przede wszystkim patrzenia na inne kraju i ludzi w nich mieszkających, nie przez pryzmat katalogów reklamowych, lecz z poziomu zwykłego człowieka. To było bardzo wzbogacające –tak le Blanc (z francuskiego „biały”), jak go nazywano w Burkinie, podsumował swoją wyprawę. Jednak, jak poinformował, to z pewnością nie ostatnia jego przygoda z Afryką. Zdradził, że w przyszłym roku jedzie do Etiopii. Czy to będzie materiał na kolejną książkę? Oby, bo mimo że za sprawą globalizacji w ostatnich latach świat skurczył się do wielkości karty kredytowej i biletu lotniczego, wciąż brakuje pozycji, które z taką wrażliwością przybliżyłyby nam, Ludziom Północy rzeczywistość krajów Globalnego Południa.

 

Anna Lipiecka

 

 

Przeczytaj też

Udostępnij

About Author

admin

komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *