04 września 2017, 10:30
Reperacja czy reparacja?

Proszę pana, niech pan opowie nam o wrześniu, o wojnie. Przyjechaliśmy z Warszawy, jesteśmy pierwszy raz tutaj na wczasach. Ja pana PROSZĘ – dodała z naciskiem.

Pani z Warszawy nie odmawia się – pomyślałem, ale i tak zacząłem się droczyć.

– Przecież ja pokazuję przyrodę, a nie opowiadam o historii.

Ale warszawianka nie dawała za wygraną. Uległem. To była wyjątkowa sytuacja.

– Ja po prostu chcę żeby moi synowie poznali historie wojenne. Prośba młodej kobiety była szczególna. Więc zacząłem… Ale po kolei.

Oprowadzałem właśnie wycieczkę turystów, którym prezentowałem walory przyrodnicze naszego pięknego kraju. I wcale nie miałem ochoty robić ludziom wykładów z historii. W końcu przyjechali na wczasy, cieszyli się z pięknej letniej pogody, wspaniałych widoków, ciepłej wody i bujnej zieleni. I tak powinno być latem. Ale pod koniec sierpnia (zdarzenie to miało miejsce kilka dni temu) coraz częściej wspominamy w Polsce drugą wojnę światową. Więc zapewne ta pani z synami już coś słyszała, ale nie bardzo orientowała się w temacie. Dlatego zapytała wprost o wybuch wojny. Uprzejmie zacząłem wyjaśniać. A więc pierwszy września, Westerplatte, bitwa nad Bzurą, obrona Warszawy itd… Słuchała, ale jakoś niecierpliwie.

– Ale, proszę pana, kto się bił z nami? To myśmy atakowali, czy nas?

Straciłem na chwilę równowagę, zanim zrozumiałem, że ta pani potrzebuje trochę innej wiedzy. Takiej podstawowej, od początku jak w szkole. Jej wiedza na temat historii Polski po prostu nie istniała. Jeśli czytelnicy sądzicie, że zmyślam, musicie mi uwierzyć. Ta historia zdarzyła się naprawdę pod koniec sierpnia.

– A może pan mi wyjaśnić, co z tym REPERACJAMI, bo ciągle o tym się słyszy w mediach.

„Reperacje, reperacje?” Gorączkowo szukałem w głowie. Jest! Kobiecie chodziło zapewne o REPARACJE, skoro wcześniej pytała o historię II wojny światowej.

Wszystko się zgadza. Obchodzimy kolejną rocznicę wybuchu II wojny światowej, a politycy w Polsce rozpoczynają właśnie dyskusję na temat zasadności żądania reparacji wojennych od współczesnych Niemiec. 78 lat od rozpoczęcia wojny i 72 lata od jej zakończenia ktoś wszczyna dyskusję o pieniądzach i to wielkich! Nie wnikam w prawne ani polityczne aspekty tej dyskusji. Nie wiem, czy Polska dostanie złamany grosz od Niemiec.

Skoro jednak jest taka okazja, to mogę popuścić wodze fantazji. Eksperci twierdzą, że za straty moralne i materialne Niemcy nigdy nam nie zapłacili, a kwota odszkodowania (od razu zaznaczam: nie wiem, czy policzono odsetki za 70-letnią zwłokę w płatności) wynosi podobno 25 bilionów złotych. Inni podają miliardy, ale za to dolarów. Jeszcze ktoś podaje setki miliardów euro. Pieniądze są tak olbrzymie, że tylko niemowlak albo wyznawca kultu świętego Mikołaja uwierzy, że Niemcy nam coś dobrowolnie zapłacą. Może chociaż pięć procent wyliczonej kwoty? To też pieniądze nie do pogardzenia. Ale my idziemy na całość. Niemcy zapłacą nam nie tylko za II wojnę światową. Płacą też za straty wyrządzone podczas pierwszej wojny światowej. I za Zakon Krzyżacki, i wojnę z Bolesławem Chrobrym. Tutaj – żeby być sprawiedliwym – zażądamy też odszkodowania od pozostałych ciemiężycieli i zaborców Polski: Austrii (na biednego nie trafiło) i Rosji (Putin może sprzedać trochę zapasów złota, żeby nam wynagrodzić cierpienia pod rządami carów moskiewskich).

Reparacje ściągniemy też od Szwecji, bo przecież nigdy nie zapłaciła nam w pełni za spustoszenie kraju podczas potopu szwedzkiego. Przyjdzie też kolej na Turcję (za najazdy tureckie) i za najazdy Tatarów (niech płaci Mongolia). Pieniądze należą się nam od Czechów, z którymi biliśmy się w średniowieczu, od Duńczyków (w czasie wojny 13-letniej i za podstępny atak na Puck w 1571 r.), Mołdawii, Węgier, Ukrainy, Słowacji. Właściwie krócej byłoby wymieniać kraje, które nie są nam nic winne. Może Szwajcaria? No nie wiem. Może i na nią coś by się znalazło. Jestem realistą i wiem, że nie odzyskamy 100% odszkodowania, ale gdyby choć dostać 1%, to staniemy się krajem równie bogatym jak Emiraty Arabskie. I to nam chodzi. Bo w tym wszystkim nie chodzi o reparacje lecz o reperację naszego budżetu.

Andrzej Kisiel

Przeczytaj też

Udostępnij

About Author

Andrzej Kisiel

komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *