19 maja 2017, 11:00 | Autor: admin
Jakość, a nie ilość

na marginesie Walnego Zebrania POSK

– Leży mi bardzo na sercu, aby polskość była przede wszystkim przyjemnością, a nigdy kieratem. Chodzi o to, aby to tu w POSK-u młodzi znajdywali rozrywki, a nie na obcym terenie; aby częściej się spotykali i tym łatwiej identyfikowali z życiem zbiorowym polskim, a przez to i z polskością – pisał trzydzieści lat temu Adam Ostoja-Ostaszewski w artykule pod jednoznacznym tytułem „POSKowe jutro”. (Całość tekstu na str. 6 w ramach „Archiwum Dziennika”).

Czy dziś – po trzydziestu latach – spełniły się słowa byłego prezesa POSK-u? Nie umiem powiedzieć. Trudność polega w pierwszym rzędzie na tym, że słowa autora odnosiły się wówczas do drugiego i trzeciego pokolenia Polaków, a właściwie już Brytyjczyków polskiego pochodzenia. Kwestia identyfikacji była problemem ich generacji, to oni mówili z rodzicami po polsku, a między sobą po angielsku, i to dla nich słowa „polskość” i „kierat” szły w parze (koledzy z klasy czy z podwórka w sobotę grają w piłkę, a mnie mama gania do polskiej szkoły…).
Tymczasem dziś (owe 30 lat później) większość mieszkających w Londynie Polaków to rodacy nowo przyjezdni, czyli pierwsze pokolenie. Autor nie mógł przewidzieć w 1986 roku, że na Wyspy przybędzie milion nowych rodaków, z czego 200 tysięcy zakotwiczy w Londynie.
Zapytam jednak czy w zmienionej (przede wszystkim liczebnie i jakościowo) sytuacji, zmieniły się także życzenia i oczekiwania? Adam Ostoja-Ostaszewski pisał: – Zapewne niepopularnie musi zabrzmieć wniosek, który z dezyderatów płynie, że przyjdzie płacić „pieniędzmi”, aby przyciągnąć młodych do polskości. Niestety w kontekście konkurencji z otaczającą wysoką kulturą brytyjską przyjdzie nie tylko płacić, ale ciężko płacić za podtrzymanie płomienia polskości, za sprawienie tego, aby duch polskości, jeśli nie zamieszkał, to choćby dotknął serca najmniej podatne. Tylko tak można zadbać, aby wysiłek ponad 40 lat pieczołowitego i oszczędnego gospodarstwa społecznego, nie poszedł na marne.
I tu przyjdzie zgodzić się z autorem. Adam Ostoja-Ostaszewski zapewne wychowany był w duchu pokolenia budowniczych POSK-u – emigracji żołnierskiej, która po Jałcie rzucona na obczyznę trzymała się razem, by już bez oręża, ale wspólnie, głosami tysięcy upominać się o Polskę. Udało się. Także poprzez zbudowanie POSK-u (Polsce i wolnym Polakom na pożytek). Kraj jest wolny i suwerenny, a tu na emigracji zachowała się polskość właśnie dzięki budowaniu polonijnych wspólnot. Wtedy liczyło się powszechne, masowe działanie – bogactwo i wszechstronność życia Polaków na Wyspach. Ilość polskich kół, szkół i kościołów.
Dziś, w kolejnym pokoleniu – urodzonym i wychowanym w dwóch kulturach – liczyć się powinna tego życia jakość. I takie są dziś wymagania stawiane polskiemu życiu w Londynie, także POSK-owi. Zarówno przez tych z drugiego i trzeciego pokolenia (bo mają do wyboru Soho i WestEnd), jak i tych najnowszych przybyszy (bo mają sklep polski na rogu ulicy, a w nim nierzadko stolik i miejsce na wypicie kawy).
Dziś więc idzie o zmianę jakościową Polonii brytyjskiej. Na jakości budować trzeba polonijną przyszłość, szukać wzorców osobowych i ojców duchowych.
Czy my ich jednak mamy? Tych ojców duchowych i środowiska opiniotwórcze? Może dziś ich jeszcze nie ma, ale to właśnie musi być polityka polonijna na najbliższą przyszłość.
Przypomnę więc raz jeszcze cytowane słowa sprzed 30 lat: – Niestety w kontekście konkurencji z otaczającą wysoką kulturą brytyjską przyjdzie nie tylko płacić, ale ciężko płacić za podtrzymanie płomienia polskości.
Przyjdzie płacić i to także w sensie dosłownym. Skoro wyczerpała się formuła działania oparta na „ilości” to przychodzi zamienić ofiarnych i zasłużonych wolontariuszy dobrze opłacanymi profesjonalistami, którzy sentymenty zastąpią kalkulacjami i zainwestują w marketing czy public relations fundusze, przeznaczane obecnie na romantyczno-świetlicowe cele.
Tylko w ten sposób w życiu polonijnym zadomowi się „jakość”.
Już kiedyś nasunęło się porównanie naszego POSK-u do północno londyńskiego centrum JW3 (tamto powstało z zadaniem: to create a vibrant, diverse and proud community). Pozazdrościć!
Czy nam – skoro tego nie mamy – pozostało życie towarzyskie na poziomie imprezy przy piwie z grillem w ogródku za domem?
Cóż, patrząc na kolejne Walne Zebrania POSKu i zachowania ludzi, to z opłotków nie wyszliśmy. Tu opinia i cytat z innego b. prezesa POSK-u Szymona Zaremby:
– Znam dużo różnych organizacji. Zmieniają się w nich prezesi, czy całe zarządy. Wystawiani są nowi kandydaci, następnie głosowanie na zebraniu, wygrywają albo nie. Jeśli nie, to starają się o poparcie dla swoich pomysłów i czekają następnych wyborów.
Nie u nas.
Chcemy zmian, to ogłaszamy wotum nieufności dla zarządu, albo urządzamy osobne zebranie, na którym wybieramy nowy zarząd. I mamy równoległe dwa zarządy. Czy to dobre dla organizacji?
Organizacja nieważna, ważne moje „ja”! Wygrać wybory jest niewątpliwie przyjemnie, ale pokonanie przeciwnika to dopiero osiągnięcie…
A my za granicą przez pięćdziesiąt lat walczyliśmy o wolność kraju. Kraj jest wolny, więc z kim możemy dziś walczyć – oczywiście ze sobą.
Nieważne czy to dobre dla ogółu. Ważne, że walczymy dalej…
Ale czasami warto też myśleć.

Na polskim emigrancie nie spoczywa już patriotyczny obowiązek solidarnego wspierania walki o niepodległą ojczyznę. Wróg zniknął lata temu, ale sztance myślenia pozostały prawie nienaruszone. Widać to szczególnie na polu działań społecznych – gdy zmierza się po konkrety, prawione są komunały. Organizacje są – jak spora grupa Polaków – defensywne i stereotypowe, a poza tym ogromnie przewrażliwione na swoim punkcie.
Przykładów sami Państwo naliczycie dziesiątki, jeśli szczerze i uczciwie ocenicie polską codzienność.
Pewno to jeden z powodów dlaczego w W. Brytanii młodsze pokolenia mają niezbyt dużo chęci, by przyznawać się do polskich korzeni. Polonia brytyjska tkwi w opłotkach. Ale jak o tym pisać, by nikogo nie urazić…?


Do Rady POSK-u w zeszłą sobotę weszło 17 osób (spośród 26 chętnych):
Jagoda Kaczorowska 134 głosy; Andrzej Fórmaniak 133 głosy; Paweł Pastuszek 132 głosy; Artur Bildziuk 131 głosów; Janina Kwiatkowska 129 głosów; Olgierd Lalko 126 głosów; Jakub Krupa 120 głosów; Wojciech Tobiasiewicz 119 głosów; Piotr Kaczmarski 116 głosów; Elwira Olbrich 99 głosów; Tomasz Bączek 96 głosów; Tadeusz Trylski 96 głosów; Albert Wiśniewski 92 głosy; Kazimierz Nowak 90 głosów; Agnieszka Kępka 86 głosów; Ewa Becla 82 głosy; Krzysztof Rowiński 82 głosy.

Nowym prezesem został Wojciech Tobiasiewicz (jedyny kandydat).

Jarosław Koźmiński

Przeczytaj też

Udostępnij

About Author

admin

komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *