31 marca 2017, 09:22
Dziękujemy i do widzenia

W środę, 29 marca nastąpiła historyczna chwila uruchomienia artykułu 50. Traktatu Lizbońskiego.  Ta data rozpoczyna dwuletni okres negocjacji ws. wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

Po dziewięciu miesiącach i sześciu dniach od ubiegłorocznego referendum ws. opuszczenia UE, premier Theresa May wysłała oficjalny list do przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska notyfikujący o planowanym wyjściu ze Wspólnoty.

„Już za wami tęsknimy”

„Większość Europejczyków, włączając w to prawie połowę brytyjskich głosujących, wolałaby, żebyśmy zostali razem” – powiedział Tusk w swoim wystąpieniu po otrzymaniu listu. Dlatego – jak zaznaczył – nie będzie udawał, że środa jest szczęśliwym dniem zarówno w Brukseli, jak i Londynie.

Dodał jednak, że paradoksalnie jest coś pozytywnego w Brexicie. Szef Rady Europejskiej tłumaczył, że Brexit sprawił, iż 27 pozostających państw członkowskich jest dzięki temu bardziej zdeterminowana i zjednoczona niż wcześniej.

„W tym procesie nie ma nic do wygrania i mówię tu o obu stronach. Naszym celem jest minimalizacja kosztów dla obywateli, firm i krajów UE. Zrobimy wszystko co w naszej mocy i mamy narzędzia, by osiągnąć ten cel” – podkreślił Tusk. Jak zaznaczył, do czasu aż Wielka Brytania nie opuści UE, unijne prawo „obowiązuje wobec i wewnątrz Wielkiej Brytanii”.

„Mogę tylko dodać, że już za wami tęsknimy. Dziękuję i do widzenia” – zakończył szef Rady Europejskiej.

Brexit… i co dalej?

Dzisiaj Donald Tusk przekaże 27 krajom UE propozycje wytycznych do negocjacji z Wielką Brytanią. Ostateczne wytyczne przyjęte zostaną na szczycie planowanym na 29 kwietnia. Negocjacje będzie prowadzić Komisja Europejska, a jej głównym negocjatorem jest francuski polityk Michel Barnier.

Wytyczne będą zawierać stanowiska i zasady, na podstawie których UE, reprezentowana przez Komisję Europejską, będzie negocjować z Wielką Brytanią. „Nasze podejście do tych rozmów będzie konstruktywne i będziemy dążyć do porozumienia. Mamy nadzieję, że w przyszłości Wielka Brytania będzie naszym bliskim partnerem” – oświadczyli szefowie państw i rządów.

Po przyjęciu wytycznych do negocjacji przez szczyt UE Komisja w ciągu czterech dni ma przedstawić Radzie UE projekt decyzji w sprawie rozpoczęcia negocjacji. Rada UE, czyli ministrowie państw członkowskich, dadzą zielone światło do rozpoczęcia rokowań i przyjmą mandat negocjacyjny kwalifikowaną większością głosów.

Po ich zakończeniu unijny negocjator przedstawi Radzie i Parlamentowi Europejskiemu propozycję umowy z Londynu, uwzględniającą ramy przyszłych stosunków Wielkiej Brytanii z UE.

Parlament Europejski musi wyrazić zgodę na umowę w głosowaniu zwykłą większością głosów, w tym brytyjskich europosłów. Z kolei Rada UE podejmie decyzję o zawarciu umowy wzmocnioną większością kwalifikowaną (72 proc. krajów UE, reprezentujących 65 proc. ludności).

18 miesięcy negocjacji

Według Komisji same negocjacje potrwają około 18 miesięcy do przełomu października i listopada 2018 roku. Jak ocenił  dyrektor Centre for European Reform Charles Grant, realnego początku negocjacji należy spodziewać się najwcześniej w czerwcu.

„We Francji będzie już wtedy rządził nowy gabinet. Niemieckie wybory są jednak dopiero we wrześniu – więc najtrudniejsze tematy będą musiały poczekać, aż tam powstanie nowy rząd” – zastrzegł.

Grant dodał, że w pierwszej kolejności należy się spodziewać poruszenia trudnego tematu brytyjskich wpłat do budżetu Unii Europejskiej (według szacunków UE rząd w Londynie będzie musiał wpłacić nawet do 50 miliardów euro w ramach tzw. finalnego rozliczenia) i kwestii zagwarantowania praw trzech milionów obywateli UE mieszkających w Wielkiej Brytanii, w tym miliona Polaków. Dopiero na drugim etapie negocjatorzy zaczną rozmawiać o przyszłych relacjach Wielkiej Brytanii z Unią Europejską, w tym ewentualnym przyszłym porozumieniu o wolnym handlu.

Zgodnie z traktatem lizbońskim Wielka Brytania powinna opuścić Unię Europejską najpóźniej dwa lata po rozpoczęciu procedury, czyli 29 marca 2019 roku. Jeżeli nie uda się zawrzeć porozumienia, to po tej dacie traktaty UE po prostu przestaną mieć zastosowanie do Wielkiej Brytanii.

„To nie jest dobry moment” na referendum dla Szkocji. A dla Irlandii?

Mimo że od ubiegłorocznego referendum, w którym Brytyjczycy zdecydowali o wyjściu ze Wspólnoty, minęło już ponad dziewięć miesięcy, brytyjski rząd rozpocznie negocjacje z wieloma znakami zapytania.

Szkocki parlament zagłosował za wystosowaniem formalnej prośby do brytyjskiego rządu o przeprowadzenie referendum w sprawie niepodległości Szkocji. Brytyjski prośbę tę odrzucił, oświadczając, że nie będzie podejmował negocjacji na temat propozycji szkockiego rządu w sprawie przeprowadzenia drugiego referendum niepodległościowego pod koniec 2018 lub na początku 2019 roku.

„Byłoby nieuczciwe wobec mieszkańców Szkocji, aby prosić ich o podjęcie ważnej decyzji bez niezbędnych informacji na temat naszych przyszłych stosunków z Europą, ani jak niepodległa Szkocja mogłaby wyglądać” – czytamy w rządowym oświadczeniu.

Relacjonując spotkanie z May, która w poniedziałek była w Edynburgu, pierwsza minister Szkocji powiedziała, że „szefowa rządu wyraziła się krystalicznie jasno, że planuje, żeby warunki Brexitu (…) były znane przed wyjściem z Unii Europejskiej i w porę, aby doszło do ratyfikacji porozumienia przez pozostałe kraje członkowskie”.

Zdaniem Nicoli Sturgeon, to pozwala na to, aby referendum ws. szkockiej niepodległości odbyło się w zaproponowanym terminie. Informacja ze strony Downing Street, że „to nie jest właściwy moment” na kolejne głosowanie, można spodziewać się narastającej presji politycznej na rozwiązanie tego kryzysu.

Dziennik „The Times” poinformował we wtorek, opierając się na odpowiedzi pisemnej brytyjskiego ministra ds. Brexitu Davida Davisa na zapytanie posła Marka Durkana z Socjaldemokratycznej Partii Pracy (SDLP), że w przypadku zjednoczenia Irlandii Północnej z Irlandią, po Brexicie Irlandia Północna mogłaby pozostać członkiem Unii Europejskiej.

Nawet jeśli do tego nie dojdzie, jako że wciąż brakuje jednoznacznego poparcia dla takiego ruchu, do rozwiązania pozostanie kwestia wprowadzenia tzw. twardej granicy – w tym kontroli granicznych i celnych – pomiędzy Irlandią Północną a Irlandią, która stanie się zewnętrzną granicą Unii Europejskiej.

Niewygodne tematy

Niejasne są plany Downing Street i kluczowych ministrów dotyczące przyszłych warunków handlu pomiędzy Wielką Brytanią a UE, w tym zachowania tzw. praw paszportowych dla sektora finansowego położonego w londyńskim City. Przedstawiciele kluczowych dla brytyjskiej gospodarki przemysłów – m.in. motoryzacyjnego i rolnictwa – zaapelowali do brytyjskiego rządu, aby nowe zasady były „jak najbliższe” obecnym. Premier May wykluczyła jednak możliwość zachowania członkostwa we wspólnym rynku i unii celnej.

Wśród potencjalnie kłopotliwych tematów są także przyszłe zasady dotyczące przepływu osób. Brytyjskie media informowały, że posłowie rządzącej Partii Konserwatywnej liczą na ustalenie w toku negocjacji konkretnej daty, po której nowi imigranci z pozostałych państw członkowskich mieliby ograniczone prawa dotyczące między innymi dostępu do świadczeń społecznych.

Dziennik „Guardian” podał, powołując się na źródła w Parlamencie Europejskim, że główny negocjator ze strony UE Michel Barnier zapowiedział, że zablokuje każdą próbę wprowadzenia takiej zmiany przed pełnym wyjściem kraju ze Wspólnoty.

 

 

 

 

Przeczytaj też

Udostępnij

About Author

admin

komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *