09 lutego 2017, 14:43
Zbrodnia to niesłychana!

Morderstwo w Czerwonej Stodole (The Red Barn Murder) to zbrodnia, która wstrząsnęła dziewiętnastowieczną Anglią. Było to pierwsza taka medialna fascynacja szerokiej publiczności.  Jej melodramatyczny opis na jednej stronie taniej gazetki sprzedał się w ponad milionie egzemplarzy! Jeszcze przed egzekucją winnego w pubach śpiewano o nim ballady i recytowano  niewybredne wierszyki. Był to zaczyn do powstania całego gatunku literackiego, w którym przez lata przodowali Wyspiarze czyli kryminału. Pierwsze dzieło wielostronicowe, w którym znajdziemy szczegółowy opis procesu znajduje się w muzeum Bury St Edmuds i jest oprawiony… w skórę mordercy Williama Cordera.

Sen Matki

Wersja wydarzeń, która wstrząsnęła publiką przedstawiała się następująco. Młody, przystojny lecz o złym charakterze panicz, William Corder, uwodzi skromną wiejską dziewczynę: Marię Marten, córkę przedstawiciela dziś już nieistniejącego zawodu „łapacza kretów”. Długi czas romansują ze sobą właśnie w Czerwonej Stodole, ukrywając swą miłość przed światem. Ona piękna, naiwna zakochana bez pamięci, on cyniczny i bez skrupułów. Wykorzystuje jej wdzięki, a nawet obiecuje, że uciekną razem i się pobiorą. Znudzony romansem Corder umawia się potajemnie z kochanką w Czerwonej Stodole, gdzie informuje Marię, że ma jej dość. Ponieważ kobieta nie chce od niego odejść strzela do niej, a potem dobija nożem. Wyjeżdża zabierając ze sobą klucz do stodoły.

Gdy powrócił do wsi opowiada, że już się z Marią ożenił i mieszkają razem. Jednak matkę dziewczyny niepokoją makabryczne sny. Widzi w nich jak Corder zabija jej córkę a potem grzebie jej ciało pod klepiskiem. Opowiada o tym mężowi. Ten w końcu wkrada się do stodoły i swoją łopatką do niszczenia krecich nor odkopuje szczątki dziewczyny, które znajdowały się dokładnie tam, gdzie wskazał sen matki. Corder zostaje aresztowany, skazany, powieszony a następnie poddany publicznej sekcji zwłok.

Z całej tej historii prawdziwe są tylko te ostatnie fakty. Maria miała 24 lata, kiedy związała się z Corderem, on 22. Dziewczyna miała już dwoje dzieci z poprzednich związków. Pierwsze ze starszym bratem Cordera, które zmarło w niemowlęctwie, drugie, kilkuletniego chłopczyka, miała z sąsiadem, który choć łożył na małego, absolutnie nie chciał mieć z Marią nic do czynienia. Jej reputacja we wsi na pewno nie była najlepsza. Corder dlatego ukrywał z nią romans. Sam jednak miał na sumieniu liczne przekręty. Oszukiwał przy sprzedaży ojcowskiego dobytku i nawet parał się podrabianiem czeków. W czasie gdy był kochankiem Marii ukradł też pieniądze przeznaczone dla jej synka przez sąsiada. Ponieważ była to spora kwota i ojciec dziecka dowiedział się o tym, Maria prawdopodobnie szantażowała Cordera by się z nią ożenił: w przeciwnym razie oskarży go kradzież. Wtedy oznaczało to wieloletni lub dożywotni wyrok zesłania do kolonii.

Kolejnym faktem jest też to, że Corder miał z Marią dziecko, które podobno zmarło zaraz po urodzeniu, ale nie wiadomo dlaczego, pochowali je gdzieś w sobie tylko wiadomym miejscu. Przyznał się do tego podczas procesu. Wątkiem, który bardzo się spodobał publice były prorocze sny matki Marii i niezwykła precyzja we wskazaniu miejsca ukrycia zwłok. Tylko, że prawda była bardziej skomplikowana. Po pierwsze nie była to matka, ale macocha i była zaledwie o rok starsza od swojej przybranej córki. Prawdopodobnie i ona romansowała z młodym paniczem. Sny pojawiły się gdy Corder oświadczył, że Maria go opuściła a on ożenił się już z kim innym. Jest więc całkiem możliwe, że macocha pomogła Corderowi w pozbyciu się Marii i stąd tak dokładnie znała miejsce ukrycia zwłok. Zawiedziona i zazdrosna postanowiła się zemścić.

Makabryczne suweniry

Wieś Polstead niedaleko Sudbury w hrabstwie Suffolk niewiele się zmieniła od czasów gdy ostatni raz tam widziano Marię Marten w maju roku 1827. Po dziś dzień stoi tam jej rodzinny domek i po dziś dzień zaglądają tam poszukiwacze sensacji i duchów. W roku 1828, czyli w czasie procesu Cordera pojawiło się tam…200 tysięcy ciekawskich! To oni rozebrali prawie całą Czerwoną Stodołę na przeróżne „pamiątki” oraz tak odłupywali kamienny nagrobek Marii, że dziś ślad po nim nie pozostał, tak jak i po miejscu zbrodni. Ściany stodoły przeznaczono nawet na…wykałaczki. Przemysł ceramiczny zaczął więc produkować repliki budynku, które się bardzo dobrze sprzedawały.

Jednak najbardziej makabryczne suweniry były do nabycia bezpośrednio po egzekucji. Sznur, na którym zawisł Corder sprzedawno po gwinei za cal. Jak wspominałam, jego ciało zostało poddane publicznej sekcji zwłok. Było to wówczas częścią kary za morderstwo, bowiem brak pochówku stanowił kolejne upokorzenie i hańbę. W czasie sekcji, w sali wypełnionej widzami, podłączono do zwłok baterię, specjalnie sprowadzoną na tę okazję z Cambridge, by zademonstrować, że dzięki niej ciało może się poruszać i po śmierci. Doktor George Creed przeprowadzający sekcję nie tylko ściągnął skórę z ciała Cordera, ale i ją wygarbował. W nią oprawił książkę zawierającą szczegółowy opis procesu. Wygarbował również skalp mordercy, który możemy obejrzeć (razem z dwojgiem zasuszonych uszu) w muzeum w Bury St Edmunds. Na podstawie czaszki wykonano też popiersie Cordera, które miało służyć nauce frenologii – czyli odczytywania cech charakteru z kształtu głowy. Takie popiersia były w czasach wiktoriańskich niezmiernie popularne. Spreparowano też szkielet Cordera, który do lat 1940 służył jako pomoc naukowa w West Suffolk Hospital. Samą czaszkę jednak nabył osobliwy kolekcjoner pamiątek po morderstwie w Czerwonej Stodole: Dr John Kilner.

I wtedy dopiero zaczęły się dziać rzeczy niesamowite. Nabywcę czaszki zaczęły prześladować nieszczęścia. Nie bardzo chciał się do tego przyznać, więc podarował ją swemu koledze. Ten z kolei doświadczył koszmarów sennych i serii paskudnych wypadków. W końcu obaj, choć uważali się za ludzi wybitnie oświeconych uznali, że coś z czaszką jest nie tak, że być może rzuca ona jakąś klątwę. Pochowali więc ją po chrześcijańsku i nieszczęścia ustały. Był to jedyny fragment Cordera pochowany po ludzku i z szacunkiem.

Cała ta historia pokazała wielki apetyt publiki na opowieści kryminalne. Dzięki niej stworzono niezwykle popularny gatunek literacki. Do dziś zaczytujemy się w przygodach Sherlocka Holmesa, Miss Marple czy Inspektora Poirot. Angielskie kryminały, choć wypierane przez skandynawskie i inne, są ciągle pierwowzorem tego typu powieści. Zbrodnia na pewno się dobrze sprzedaje, choć z przykładu Williama Cordera wynika, że raczej nie popłaca.

Tekst i zdjęcia: Anna Sanders

Przeczytaj też

Udostępnij

About Author

admin

komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *